Według analityków, z którymi skontaktowała się agencja, największy na świecie producent infrastruktury internetowej, zwolni od 3000 do 4000 pracowników, czyli prawie 4 proc. swej załogi, liczącej 73 tys. osób. Ale z firmą na kontraktach czasowych współpracuje także bliżej nieokreślona liczba pracowników. 

Do tej pory rekordowe redukcje zatrudnienia w Cisco przypadły w 2002 roku, kiedy pracę straciło 2 tys. osób. Ale był to szczególny okres zaciskania pasa i poskramiania niczym nie ograniczonych wydatków po wybuchu tzw. bańki internetowej na światowych giełdach.

Chambers już w zeszłym miesiącu wziął na siebie odpowiedzialność za błędy w zarządzaniu Cisco, podkreślając konieczność skoncentrowania się na kluczowych biznesach. Cisco ma wyjść ze wszystkich obszarów, które nie są dla firmy strategiczne, czyli tych, gdzie koncern nie jest graczem numer 1 lub nr 2.

Szef Cisco, który kieruje firmą już 16 lat, zapowiedział rezygnację z produkcji kamer wideo, co oznacza likwidację 550 stanowisk pracy. Musi on jeszcze zdecydować, jakie biznesy pójdą dalej pod młotek tym bardziej, że Cisco zainwestowało sporo pieniędzy w przedsięwzięcia, które na dobra sprawę jeszcze nie wystartowały. Należą tu m.in. produkcja domowych systemów wideokonferencji czy kamer do monitoringu bezpieczeństwa domów.