Krajowi producenci stracili ulgę w maju. Była ona szalenie istotna, bo dotyczyła paliw zawierających ponad 80 proc. biokomponentów, w tym przede wszystkim B100, czyli oleju napędowego zawierającego 100 proc. bioestru. Ulga przepadła, bo rząd nie wystąpił na czas z wnioskiem do Brukseli. Nie zrobił tego, chociaż ustawa okołobudżetowa przewidziała ulgę dla biopaliw.

Dopiero po interwencji koncernów rząd zwrócił się do KE w tej sprawie. Ale – według Leszka Wieciecha, dyrektora generalnego Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego – raczej nie ma szans, by Bruksela zdążyła przeprowadzić procedurę w takim terminie, by jeszcze w tym roku koncerny mogły skorzystać z ulgi. – Najbardziej realne jest to, że ulga będzie mogła wejść w życie dopiero w przyszłym roku – twierdzi. Jednak nawet to nie jest takie pewne, bo ustawa przewiduje, że będzie ona funkcjonowała tylko do końca 2011 r.

Produkcja paliw z zawartością powyżej 80 proc. biokomponentów jest droga i nieopłacalna. W minionym roku sprzedaż B100 kosztowała Orlen i Lotos prawie 400 mln zł. W tym roku będzie jeszcze drożej – ostrzega POPiHN. – Na skutek braku ulg koncerny będą musiały ponieść dodatkowe koszty przy produkcji B100 – uważa Leszek Wieciech.

Eksperci twierdzą, że dodatkowych obciążeń rafinerie nie wezmą na siebie, ale przeniosą na odbiorców paliw. A to oznacza wzrost cen. Na razie nie wiadomo o ile.

Do produkcji B100 zmusza Orlen i Lotos wymóg wprowadzania na rynek biokomponentów (tzw. Narodowy Cel Wskaźnikowy). Ponieważ sprzedaż konwencjonalnego paliwa, które zawiera 5 proc. biokomponentów, nie pozwala zrealizować tego celu, rafinerie sprzedają B100. Problem w tym, że popyt na nie jest niewielki. Koncerny obniżają więc jego cenę. Firmy produkują nieopłacalne paliwo, bo kary za niezrealizowanie NCW są wysokie: za każdą tonę biokomponentów poniżej NCW na dany rok spółka musi zapłacić 17 tys. zł.