"Rząd liczy na zejście z deficytem sektora finansów publicznych do poziomu 3 proc. PKB w 2012 r. To dobry cel, chociaż raczej mało realny, który ponadto ma zostać osiągnięty w znacznym stopniu przez statystyczną manipulację. Także rządowa prognoza, zakładająca realny wzrost inwestycji sektora prywatnego o 14,7 proc., jest w naszej ocenie zbyt ambitna. Zbyt optymistycznym założeniem jest również przyjęta przez rząd stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec 2012 r. na poziomie 10 proc. Sprawą budzącą kontrowersje i opór władz lokalnych jest zamiar zastosowania tzw. nowej reguły wydatkowej do planowania wydatków w jednostkach samorządowych - zagraża to realizacji (często już rozpoczętych) inwestycji publicznych. (...)

Oceniając ogólnie przyjęte przez RM założenia projektu budżetu na 2012 r. trzeba stwierdzić, że są one uboższe w warstwie merytorycznej niż podobne przedłożenia w latach poprzednich. W szczególności bardzo ogólnikowa jest analiza podstawowych składników zagregowanego popytu, szacunku bilansu płatniczego, przewidywanego rozwoju sytuacji na rynku pracy oraz prognoz inflacji, stóp procentowych i kursu walutowego. (...)

Przyjęte na potrzeby projektu budżetu na 2012 r. założenia dotyczące podstawowych wskaźników makroekonomicznych przewidują wzrost PKB w ujęciu realnym o 4 proc. oraz średnioroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem (wskaźnik CPI) na poziomie 2,8 proc. Powyższe prognozy należy ocenić, jako realistyczne. Nawet, jeśli wzrost gospodarczy w 2012 r. będzie nieco niższy niż zakładane przez rząd 4 proc., to zapewne w latach 2011 i 2012 sporo wyższa będzie inflacja, co oznaczać będzie wyższe wpływy do budżetu. (...)

W 2012 r. będziemy mieli do czynienia z ograniczeniem wzrostu popytu publicznego, którego spadek - jeśli chodzi o tempo wzrostu, a może także i poziom - związany będzie przede wszystkim ze stopniowym ograniczaniem inwestycji publicznych. Otwarte pozostaje pytanie, na ile miejsce inwestycji publicznych w generowaniu globalnego popytu i wzrostu gospodarczego zostanie przejęte przez inwestycje prywatne. Wydaje się, że rządowa prognoza, zakładająca realny wzrost inwestycji sektora prywatnego o 14,7 proc., jest wysoce optymistyczna. (...)

Poważne wątpliwości budzi możliwość osiągnięcia planowanych dochodów budżetu w 2012 r. oraz w dwóch kolejnych latach. Rządowego optymizmu w tym zakresie nie da się uzasadnić umiarkowanie szybkim wzrostem gospodarczym. Szczególnie wątpliwa wydaje się prognoza wzrostu dochodów z podatku CIT w okresie trzech lat (2012-2014) aż o 70 proc., w tym ich zwiększenie o 24 proc (około 6 mld zł) w 2012 r. w stosunku do przewidywanego ich poziomu w roku bieżącym. Za ambitny trzeba również uznać zakładany w r. 2012 wzrost wpływów z VAT o 11 proc. (13,2 mld zł) i akcyzy o 8,3 proc. (5,1 mld zł). Przedstawione w opiniowanym dokumencie uzasadnienie prognozy dochodów niestety nie wyjaśniają tych wątpliwości. (...)

Zgodnie z przyjętymi założeniami, dynamika wzrostu nominalnych wydatków budżetowych w latach 2012-2014 ma wynieść 12,1 proc. wobec dynamiki wzrostu nominalnego PKB na poziomie 20,6 proc. Jak wiemy, rząd w planowaniu wydatków elastycznych przyjął tzw. regułę Belki. Dziesięć lat temu ta reguła się załamała. Dokument rządowy nie wyjaśnia, dlaczego tym razem ma być inaczej.