Darmowe akcje dla wszystkich pracowników, a nie tylko dla uprawnionych do tego ustawowo, możliwość zakupu większej liczby akcji niż inni inwestorzy indywidualni za pożyczone na ten cel pieniądze, możliwość spieniężenia akcji przed upływem 2-letniej blokady ich sprzedaży, przy zachowaniu prawa do dywidendy w tym okresie – to lista niektórych przywilejów, które wytargowała załoga Jastrzębskiej Spółki Węglowej sprzeciwiająca się upublicznieniu firmy.

Giełdowy debiut zaplanowano na 30 czerwca, ale jest on coraz bardziej zagrożony. Według pierwotnego harmonogramu wczoraj do Komisji Nadzoru Finansowego wpłynąć miał prospekt emisyjny. Nie wpłynął. Upublicznieniu firmy sprzeciwia się Waldemar Pawlak, szef resortu gospodarki, a to on decyduje na walnym zgromadzeniu o losach prywatyzacji.

– Wciąż jest szansa na obronę czerwcowego terminu – usłyszeliśmy jednak wczoraj w Ministerstwie Skarbu Państwa. Ale wiele będzie zależało od tempa pracy KNF, która będzie oceniać dokumenty spółki.

Szef MSP Aleksander Grad broni prywatyzacji w coraz bardziej desperacki sposób. Wczoraj JSW opublikowała list ministra, w którym przekonuje on ponad 22-tys. załogę, że państwo nie zrezygnuje z kontroli nad firmą.

„W historii nie było tak wyjątkowego rozwiązania, jakie Wam teraz proponujemy” – można przeczytać w liście. Darmowymi akcjami rząd chce obdarować również nieuprawnionych do tego górników. Pakiety dla 13 tys. pracowników spółki mogą kosztować 400 mln zł.

Związkom to nie wystarcza. Żądają jeszcze 10-letnich gwarancji zatrudnienia dla wszystkich pracowników i 10-proc. podwyżek.

Od wczoraj pracownicy pięciu kopalń prowadzą strajk włoski. Jak twierdzi Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka spółki, protest nie miał wpływu na pracę spółki. – Jesteśmy po długim weekendzie, dlatego rozruch technologiczny zabrał nieco więcej czasu niż zwykle, ale sytuacja nie odbiegała od normy – twierdzi.

Związkowcy planują dziś stawić się na rozmowach w ramach wojewódzkiej komisji dialogu społecznego. Jeśli nie przyniosą one rezultatów, w kopalniach JSW może się rozpocząć strajk generalny, czyli zatrzymanie wszystkich kopalń do odwołania. A doba ich postoju to ponad 25 mln zł straconych przychodów.