Zmniejsza się liczba firm, które nie przynoszą zysków. W 2010 roku wśród przedsiębiorstw przemysłowych zatrudniających ponad 49 osób ujemną rentowność wykazało 21,6 proc. To o 2,6 pkt proc. mniej niż rok wcześniej – wynika z najnowszych danych GUS. W rezultacie liczba deficytowych firm skurczyła się do prawie 1,8 tys. – z ponad 2,1 tys. w 2009 roku.

Pod kreską znalazły się przedsiębiorstwa z różnych branż. Najwięcej było ich wśród firm produkujących wyroby tytoniowe (41,7 proc.), odzież (34,3 proc.), metale (33,5 proc.) i wyroby tekstylne (32,2 proc.).

Straty przedsiębiorstw zależą od branży, w jakiej działają. – Deficyt w przemyśle tytoniowym wynika m.in. z tego, że spada popyt na jego produkty, bo ubywa palaczy. Inni kupują tańsze papierosy z przemytu – twierdzi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA.

Inne są powody ujemnej rentowności firm odzieżowych. – Część z nich poczyniła zbyt duże inwestycje w produkcję i sieci sprzedaży w okresie hossy w latach 2006 – 2007 – ocenia Witold Jesionowski, prezes Gino Rossi. Tłumaczy, że nie przewidziały pogorszenia koniunktury i kryzysu na rynkach światowych, co doprowadziło do zmniejszenia popytu na ich towary i w efekcie kłopoty finansowe.

Wiele firm przegrywa także z morderczą konkurencją z Azji. – Wśród nich są przedsiębiorstwa z przemysłu tekstylnego, które tracą rynek na rzecz np. tańszych wyrobów z Chin, bo koszty ich produkcji są znacznie niższe niż w Europie – zauważa Adam Antoniak, ekonomista BPH.

Kryzys boleśnie odczuła także branża hutnicza. – Dla niej trwał on od 2008 r. do trzeciego kwartału roku ubiegłego. Dopiero w czwartym kwartale 2010 r. koniunktura zaczęła się poprawiać i od tego czasu jest coraz lepsza – mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes firmy Złomrex, która jest potentatem w dystrybucji i produkcji stali oraz wyrobów stalowych.

Ale to niejedyne przyczyny kłopotów finansowych przedsiębiorstw. – Część z nich jest pod kreską, bo jest źle zarządzana – twierdzi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK. Do ujemnej rentowności mogą doprowadzić także związki zawodowe. – Silne związki wymuszają często zbyt duże podwyżki płac w stosunku do sytuacji ekonomicznej firmy. Albo nie godzą się na obniżki wynagrodzeń, gdy w firmie pojawiają się problemy finansowe związane na przykład ze zmianą koniunktury – wyjaśnia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Analitycy uważają także, że niektóre firmy są deficytowe z wyboru – tak się rozliczają, że zamiast dochodu wychodzi im strata, po to by nie płacić podatków. – Są to jednak raczej wyjątki niż reguła – zastrzega Maliszewski. Piotr Bujak przekonuje, że firm deficytowych powinno ubywać, ponieważ gospodarka się rozpędza i rośnie popyt na produkowane przez nie dobra i usługi.