Aby w ogóle można było przystąpić do realizacji projektu, najpierw trzeba zmienić polskie prawo (obecnie praktycznie uniemożliwia ono budowę elektrowni atomowych). Później przygotować projekt i podpisać kontrakt z firmą, która zbuduje oraz wyposaży siłownię elektrowni. A na końcu wyznaczyć miejsca na składowanie radioaktywnych odpadów.

Jeżeli etap przygotowań zostanie zrealizowany zgodnie z planem, sama budowa powinna rozpocząć się w 2016 roku i potrwa 4 – 5 lat. W międzyczasie trzeba będzie wykształcić 500 – 700 specjalistów, którzy będą umieli ją obsługiwać i nadzorować. Przygotowanie jednego inżyniera trwa średnio pięć lat i kosztuje ok. 300 – 400 tys. złotych, niemniej prawdziwym fachowcem od energetyki jądrowej zostaje się dopiero po 10 latach pracy w elektrowni. – To oznacza, że co najmniej kilkunastu najwyższej kasy specjalistów będziemy musieli ściągnąć z zagranicy – mówi prof. Stefan Chwaszczewski z Instytutu Energii Atomowej.

Polskie uczelnie już w ubiegłym roku zaczęły kształcić inżynierów od energetyki atomowej. Takie specjalizacje uruchomiono m.in. na Politechnice Warszawskiej, Gdańskiej, we Wrocławiu i Katowicach. Obecnie studiuje na nich ok. 100 osób. Absolwentów czeka jeszcze dwuletni staż w działających elektrowniach w krajach Unii Europejskiej oraz treningi na specjalnych symulatorach.

Specjaliści twierdzą, że najtrudniejszym etapem w pracach związanych z powstaniem polskiej siłowni może się okazać wybranie jej lokalizacji. I to wcale nie z powodu ewentualnych protestów społecznych, lecz m.in. warunków geologicznych (w okolicy nie może być żadnych, nawet najmniejszych wstrząsów tektonicznych) oraz konieczności zapewnienia elektrowni dostępności do dużych zasobów wody potrzebnej do chłodzenia reaktora.

Kontraktem na wybudowanie siłowni zainteresowanych jest kilka firm: francuski EdF, amerykańsko-japońskie konsorcjum GE Hitachi, a także amerykański Westinghouse Electric Company LLC. Spółką odpowiedzialną za wybudowanie elektrowni jest PGE. Całkowity koszt inwestycji rząd szacuje na 100 mld zł, z czego ze środków budżetowych ma pochodzić 790 mln zł. Reszta to kredyty i środki własne inwestorów. Wartość inwestycji ma się zwrócić w ciągu 15 – 20 lat, bo prąd z atomu ma być o 20 – 25 proc. tańszy niż ten z węgla.