Tak jak decyzja Rady Polityki Pieniężnej o podniesieniu stóp procentowych o 0,25 pkt proc. nie była żadną niespodzianką, tak dane GUS dotyczące zarobków zaskoczyły. Bardzo pozytywnie, zwłaszcza gdy porównamy grudzień 2010 i 2009 roku. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się zgodnie z oczekiwaniami o 2,4 proc. – do 5,379 mln osób. Wzrost na podobnym poziomie utrzymuje się od października ubiegłego roku.

Przeciętne wynagrodzenie wzrosło w ubiegłym roku o 3,3 proc. – do 3847 zł. Realnie, czyli po uwzględnieniu inflacji, było o 0,7 proc. wyższe niż w 2009 r. Niewiele, ale jak twierdzą eksperci, tendencja jest wzrostowa. Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA, szacuje, że w całym 2011 r. płace pójdą w górę o 4,8 proc., a po uwzględnieniu inflacji – 1,3 proc. – Powodem wzrostu wynagrodzeń będzie otwarcie rynku niemieckiego dla Polaków oraz poprawa sytuacji gospodarczej tego kraju. Wczoraj rząd Niemiec podniósł prognozę PKB z 1,8 proc. do 2,3 proc. ze względu na przewidywany wzrost popytu wewnętrznego i eksportu. To spowoduje wzrost zapotrzebowania na wyroby z Polski, pozytywnie wpływając na płace i zatrudnienie – mówi Mrowiec.

Płace rosną najszybciej w grudniu i styczniu, bo wówczas firmy wypłacają premie i nagrody. W grudniu 2010 r. przeciętne wynagrodzenie nominalne w sektorze przedsiębiorstw było o 5,4 proc. wyższe niż w tym samym okresie 2009 r., a realnie o 2,3 proc. Ekonomiści spodziewali się realnego wzrostu zaledwie o 0,7 pkt proc.

Jak wynika z analiz Mrowca, najszybciej rosły płace w finansach i ubezpieczeniach, przetwórstwie przemysłowym i edukacji. Niemal wcale w budownictwie, przeciwnie do lat poprzednich. W 2010 r. budownictwo mieszkaniowe wyhamowało, więc nie było w tym sektorze presji płacowej. Wynagrodzenia spadały w transporcie.

By zapobiec rosnącej presji inflacyjnej, Rada Polityki pieniężnej zdecydowała o podwyżce stóp procentowych – o 0,25 pkt proc. I najprawdopodobniej ta podwyżka oznacza odwrócenie trendu. Przez 19 miesięcy stopy pozostawały na tym samym poziomie, teraz zacznie się ich systematyczny marsz w górę. Rosnąć będą koszty kredytu, ale też oprocentowanie lokat. Częściowo tę podwyżkę rynki już skonsumowały, więc wzrosty będą niewielkie i nie od razu.

Podstawowa stopa referencyjna, od której zależy oprocentowanie kredytów, wzrosła do 3,75 proc. Jak obliczyła firma doradcza Open Finance, gdyby o tyle samo wzrósł trzymiesięczny WIBOR, to rata kredytu w wysokości 300 tys. zł na 30 lat z marżą 1,6 proc. zwiększy się o 48 zł – do 1766 zł.

– W dłuższym horyzoncie podwyżki stóp wpłyną na spadek rentowności obligacji. Dlatego inwestorzy mogą już nie być tak nimi zainteresowani jak w poprzednich latach – mówi Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Uważa, że choć po decyzji RPP złoty się umacniał, nie musi to być trend trwały, bo na naszą walutę wciąż większy wpływ mają nastroje inwestorów.