Oba te kraje zgłosiły bowiem swoich przedstawicieli do objęcia stanowisk w zarządzie EBC, które zwalniają się od maja tego roku. Otwiera to szerzej drogę Weberowi do sukcesji po Jean-Claude-Trichet, którego kadencja upływa w październiku, gdyż kluczową funkcję w EBC pozostawia to w gestii jednego z unijnych mocarstw.

„Nadal nie widzę żadnych wiarygodnych kandydatów, którzy mogliby przeszkodzić Weberowi lub byliby dla niego alternatywą” – mówi Jean Pisani-Ferry, były ekonomiczny doradca w UE i francuskiego rządu, obecnie kierujący w Brukseli instytutem badawczym Bruegel’a.

Kampania o objęcie sukcesji po Trichet toczy się obecnie w Unii równolegle z batalią mającą na celu powstrzymanie kryzysu zadłużeniowego, który zmusił w zeszłym roku kraje UE do wyasygnowania 178 mld euro pomocy dla Grecji i  Irlandii.

Do objęcia drugiego najważniejszego na świecie stanowiska finansisty, po prezesie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, kontrkandydaturę formalne zgłosiły jeszcze tylko Włochy – szefa swego banku centralnego Mario Draghi. Ale ostateczna decyzja zapadnie z pewnością na korzyść Niemiec,  potwierdzając silną pozycję kanclerz Angeli Merkel, lecz także potrzebę zachowania równowagi między „wielkimi” i „małymi” państwami członkowskimi strefy euro oraz dążenie do osiągnięcia konsensusu.

Jeśli Weber zwycięży – jak wszystko na to wskazuje – będzie pierwszym Niemcem na jednym z najwyższych stanowisk w Unii od czasu, gdy Walter Hallstein był w latach 1958-1967 pierwszym przewodniczącym Komisji Europejskiej.