Przedstawiciele Business Centre Clubu mówią wprost, że zabieranie składki z OFE jest przykładem fikcyjnych reform, które nie likwidują przyczyn zadłużenia.

Wczoraj oficjalnie ruszyła kampania społeczna w obronie OFE zorganizowana przez Izbę Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych i Business Centre Club. Przez miesiąc będziemy ją śledzić na billboardach, w prasie i TV. Kosztować będzie 980 tys. zł. Zapłacą członkowie izby.

Od wczoraj w największych miastach Polski wisi 140 billboardów z hasłem: „Politycy dobierają się do Twojej przyszłej emerytury. Broń swoich pieniędzy! Wejdź na stronę www.obronemeryture.pl i wyślij list do premiera”. Jest tam gotowy wzór pisma.

Nowela zakłada, że do OFE będzie wpływało 2,3 proc. składki wpłacanej do ZUS, a nie dotychczasowe 7,3 proc. Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych obliczyła, że osoba wchodząca na rynek pracy w tym roku i pracująca 40 lat za średnią krajową mogłaby otrzymywać świadczenia w wysokości 4,7 tys. zł, a z powodu obniżenia składki będzie dostawała o 300 – 600 zł mniej.

– Chcemy uświadomić społeczeństwu i rządowi, że nowelizacja nie jest tylko problemem OFE, że nie jest to bezbolesny sposób łatania dziury budżetowej, że ma poważny wymiar społeczny – mówi Marek Wilhelmi, rzecznik IGTE. – Uważamy, że tych 15 mln Polaków powinno stanąć w obronie swoich pieniędzy – dodaje Ewa Lewicka, prezes IGTE.

Izbę wspiera BCC, który uważa, że tak poważnych zmian nie można przeprowadzać przynajmniej bez konsultacji społecznych, a nawet referendum.

Front przeciwników rządu poszerza się. Jeszcze w tym tygodniu do BCC dołączy Forum Obywatelskiego Rozwoju prof. Leszka Balcerowicza. Ma przedstawić wyliczenia – jak można by przeprowadzić reformę emerytalną bez rozmontowywania OFE przy równoczesnym ograniczaniu długu publicznego.

– To, co robi rząd, świadczy o tym, że nie zamierza przeprowadzać żadnych poważnych reform ani systemu emerytalnego, ani w szczególności finansów publicznych – mówi Wiktor Wojciechowski, wiceprezes FOR.