W minionym tygodniu Urząd Miasta w Białymstoku podpisał umowę sponsorską z Polską Superligą Tenisa Stołowego. Przez cały rok podczas pingpongowych spotkań „Wschodzący Białystok”, czyli logo marki miasta, będzie pojawiać się na strojach zawodników. Miasto zapłaci za to 350 tys. zł. To tylko 140 tys. zł mniej, niż białostocki ratusz płaci lokalnemu AZS siatkarek za promocję na ich meczach. Ale aż 1,7 mln zł mniej, niż może otrzymać piłkarska Jagiellonia Białystok za umieszczenie logo na strojach swoich zawodników oraz wokół boiska. Prezydent miasta Tadeusz Truskolaski mówi, że docenia wagę tego typu reklamy i dlatego nawet połowa tegorocznego budżetu na promocję, który wynosi około 7,5 mln zł, może przypaść na kategorię „sport”.

Zdaniem Dariusza Ziemskiego, szefa agencji Dobra Nasza, miasto postępuje słusznie, ponieważ tradycyjna kampania reklamowa w mediach prędzej czy później przepadnie w gąszczu innych reklamodawców. Natomiast sponsoring, w który inwestuje Białystok, sprawi, że marka miasta na trwałe pojawi się w świadomości odbiorców. – Będzie bowiem prezentowana w pozytywnym, sportowym kontekście. I nie podczas krótkich spotów czy na billboardach w danym punkcie miasta, ale w trakcie transmisji, które telewizja będzie pokazywać przez cały sezon – mówi Ziemski.

Z podobnego założenia wyszły inne miasta. – Nasz tegoroczny budżet na promocję wynosi 2,3 mln zł. Ponad połowę tych pieniędzy przeznaczymy na sport – mówi Krzysztof Tworogowski z wydziału kultury i sportu w Kielcach. W tym roku na promocję w sporcie po ponad 2 mln zł zamierzają wydać władze Poznania i Krakowa. Wszystkich przebije jednak Wrocław. Jego budżet promocyjny na ten rok to ok. 22 mln zł. Jak przyznaje szef biura promocji Paweł Romaszkan, nawet trzy czwarte tej kwoty może zostać przeznaczone na sport.

Robert Stępowski, specjalista z dziedziny marketingu terytorialnego, zauważa, że sensowność inwestowania w promocję i reklamę przez sport została już dawno zauważona przez firmy komercyjne. Teraz dostrzegły to miasta. I dobrze, bo choć nie mają więcej pieniędzy na marketing niż w zeszłym roku, będą je wydawały efektywniej. Bo sama produkcja gadżetów czy billboardów już nie wystarcza.