Skorzystaliśmy z możliwości, jaką dają nowe zasady udzielania kredytów przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Pozwalają one zarówno zwiększyć limit kredytu, jak i wydłużyć jego trwanie.

– W obliczu niepewności w światowej gospodarce dłuższy okres dostępu do kredytu wzmocni zaufanie do waszej gospodarki – powiedział Polskiemu Radiu John Lipsky, zastępca dyrektora zarządzającego MFW.

Samo utrzymanie linii w gotowości ma kosztować Polskę 107 milionów dolarów przez dwa lata. To cena porównywalna z opłatą, jaką uprzednio odprowadzaliśmy za roczną gotowość FCL. Jak uzasadnia resort finansów, za jej utrzymanie zapłacimy mniej, niż gdybyśmy chcieli zwiększyć o 29 mld swoje rezerwy.

Działania resortu chwali ekonomista dr Ryszard Petru. Jak podkreśla, to bardzo dobra decyzja, bo skala niepewności co do sytuacji gospodarczej w Europie jest najwyższa od kryzysu zapoczątkowanego upadkiem Lehman Brothers. Gdyby doszło do pogłębienia kłopotów takich krajów jak Hiszpania czy Portugalia, wówczas Europie grozi kolejny krach.

– Gdyby doszło do niekontrolowanej upadłości jakiegoś z państw strefy euro, nastąpiłoby załamanie na rynkach walutowych, co dotknęłoby złotego. Raptownie wzrosłyby wówczas koszty obsługi długu publicznego. Scenariusz jest realny – mówi Petru. W takiej sytuacji Polska mogłaby sięgnąć po pieniądze z MFW i stabilizować sytuację gospodarczą.

Na dodatek wkrótce pojawią się euroobligacje. Mogą one spowodować wzrost rentowności papierów dłużnych polskiego rządu. To może odbić się na kursie naszej waluty, a pieniądze z MFW mogą uchronić złotego przed wahaniami kursu. – Sam fakt, że mamy 30 mld dol. do dyspozycji, upewnia rynki, że Polska to nie Grecja – mówi Petru.

Polska po raz trzeci korzysta z możliwości wydłużenia FCL pierwszy raz skorzystaliśmy z niej w kryzysowym 2009 roku, by chronić złotego. Ponownie linia została przedłużona w zeszłym roku w lipcu.

Resort finansów zapewnia, że na razie z linii korzystać nie zamierza. To poduszka bezpieczeństwa na wypadek zewnętrznych ryzyk gospodarczych, mówi rzecznik resortu finansów Magdalena Kobos.