Za nerwową sytuację na rynku walutowym odpowiedzialny jest kryzys w strefie euro. Inwestorzy obawiają się, że po Grecji i Irlandii kłopoty finansowe dotkną Hiszpanię i Portugalię. Dlatego sprzedają euro i uciekają do Szwajcarii, która jest przez rynek postrzegana jako bezpieczna przystań. I ten proces będzie trwał. – Dziś kurs franka zbliża się do 3,20 zł. Moim zdaniem w perspektywie kilku tygodni będziemy testować historyczne rekordy na poziomie 3,30 zł, a nawet 3,40 zł. Nawet potencjalna interwencja banku centralnego Szwajcarii nie zmieni trendu – mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Jego zdaniem na razie nie widać żadnych oznak, które mogłyby uspokoić sytuację na rynku walutowym. Ale Łukasz Wróbel, analityk Noble Securities, uważa, że takie informacje muszą się wreszcie pojawić. – Mam na myśli program ratowania zagrożonych gospodarek. Uważam, że kraje te są w tak złej sytuacji, że same nie będą mogły sobie poradzić z kryzysem i będą musiały skorzystać z pomocy z zewnątrz – mówi Łukasz Wróbel.

I wskazuje, że odpowiedzialność za ratowanie strefy euro będą musiały wziąć na siebie Niemcy. Niewykluczone, że w ratowaniu strefy euro partycypować będą także Stany Zjednoczone. Już wcześniej zgłosiły chęć udziału w funduszu wspomagającym strefę euro. Dla USA ważne jest, aby uniknąć wzmocnienia dolara, który również jest kupowany przez część inwestorów uciekających od euro.

Analitycy uspokajają jednak, że po szczytach na wspomnianym poziomie 3,40 zł sytuacja się ustabilizuje. – Myślę, że w połowie roku frank będzie kosztował ok. 3,15 zł. Nie widzę natomiast szans na to, by zejść poniżej 3 zł – mówi analityk DM BOŚ.

Kredytobiorców zadłużonych we franku eksperci przestrzegają przed nerwowymi ruchami i próbami zmiany waluty kredytu na inny. Zanim uda się przeprowadzić całą operację, sytuacja prawdopodobnie się uspokoi. I może się okazać, że gdy dojdzie do przewalutowania, frank zacznie już tanieć.

Kurs złotego w stosunku do innych walut pozostaje stabilniejszy, a w przypadku euro można mówić o tendencji do lekkiego umocnienia się. To dowodzi, że stan naszej gospodarki jest postrzegany przez inwestorów pozytywnie.