W tym roku Naftoport przeładuje 13 mln ton ropy, o ponad 80 proc. więcej niż rok temu. To rekord w niemal 20- -letniej historii portu. Kolejne lata już tak dobre nie będą.

Dariusz Kobieracki, prezes Naftoportu, twierdzi, że tegoroczny dobry wynik to głównie zasługa kontrahentów ze Wschodu, przede wszystkim z Rosji, którzy zwiększyli tranzyt przez Gdańsk.

Luka po Rosjanach

Kobieracki uważa, że to ostatni tak dobry rok dla spółki. – W przyszłym roku rekordu raczej nie powtórzymy, a po uruchomieniu rurociągu BTS-2 musimy liczyć się z tym, że tranzyt rosyjskiej ropy przez Gdańsk praktycznie zostanie wstrzymany – mówi „DGP”.

BTS-2 to część budowanego przez Rosjan Bałtyckiego Systemu Rurociągowego, alternatywnego wobec Przyjaźni, która zaopatruje krajowe rafinerie. Moskwa dzięki niemu będzie transportować ropę do portu Ust-Ługa pod Petersburgiem, a stamtąd tankowcami wysyłać w świat. W efekcie zmniejszy zależność od krajów tranzytowych, w tym Polski i Białorusi. W październiku zakończono układanie pierwszej nitki naftociągu. Cała magistrala będzie gotowa pod koniec 2011 roku. Wówczas Gdańsk przestanie być Moskwie potrzebny.

Ropa od Chaveza

Wybawieniem mogłaby się okazać oferta, jaką złożyli Polsce Białorusini. Mińsk stara się o wykorzystanie Naftoportu do przeładunku ropy, którą importuje z Wenezueli. Gdański port miałby wiele pracy, bo chodzi aż o 30 mln ton ropy rocznie, czyli niemal tyle, ile wynoszą możliwości przeładunkowe Naftoportu (dziś wykorzystywane są w 38 proc.).

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, polska strona nie jest jednak zainteresowana współpracą z Mińskiem. Powód: Naftoport to nasz wentyl bezpieczeństwa; musi mieć wolne moce przeładunkowe na wypadek wstrzymania dostaw Przyjaźnią.

Do tego Naftoport jest częścią projektu Odessa – Brody – Płock – Gdańsk, który ma nas uniezależnić od dostaw z Rosji. To właśnie polsko-ukraińskim rurociągiem w przyszłości miałaby popłynąć do nas ropa z regionu Morza Kaspijskiego. Na razie to tylko projekt, jednak na tyle ważny, że rząd nie chce blokować Naftoportu dla Białorusinów.

Na brak zainteresowania ofertą Mińska wpłynęły też kwestie techniczne. Z przesłaniem 30 mln ton ropy na odcinku Gdańsk – Płock nie byłoby problemu, ale kłopot pojawia się na odcinku Płock – Adamowo. By wysłać rurociągiem takie ilości surowca na Białoruś, potrzebne byłyby inwestycje. Nie są one jednak planowane przez PERN – firmę zarządzającą ropociągami w Polsce. – Naszym zadaniem jest zaopatrzenie polskich i niemieckich rafinerii, do których ze Wschodu dostarczamy rocznie 45 mln ton ropy. Nie są rozważane inwestycje dotyczące przesyłania ropy w odwrotnym kierunku – mówi Robert Soszyński, prezes PERN.

W tej sytuacji Mińsk postawił na współpracę z Ukrainą. Białorusini o tranzycie rozmawiają także z Litwinami i Łotyszami. Ropę importowaliby przez porty w Butyndze, Kłajpedzie i Ventspils.

Litwini chcą ropy dla Możejek

Wilno zaprasza Polskę do wspólnych rozmów z Moskwą w sprawie ponownego uruchomienia litewskiego odcinka rurociągu Przyjaźń, który miałby zaopatrywać w ropę rafinerię Orlenu w Możejkach. Litewski premier Andrius Kubilius powiedział wczoraj, że moglibyśmy razem działać w tej sprawie. Arvydas Sekmokas, minister energetyki, uważa, że Polacy i Litwini powinni naciskać na Rosję, a do rozmów należałoby włączyć też Komisję Europejską. Litwini zarzucają naszemu rządowi, że w rozmowach z Moskwą nie porusza tej kwestii.

Wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy do Możejek rurociągiem Przyjaźń to jedna z głównych przyczyn braku rentowności litewskiej inwestycji Orlenu.