Ministerstwo Finansów waha się między dwoma rozwiązaniami: pierwsze zakłada, że nowa opłata będzie pełnić wyłącznie rolę zabezpieczającą sektor bankowy na wypadek kryzysu. Druga, że będzie ona także kreowała bezpieczne zachowania na rynku bankowym. W tym wypadku opodatkowane zostałyby aktywa banków. Wysokość opłaty rosłaby proporcjonalnie do portfela ryzykownych kredytów, jakim dysponuje konkretny bank. – Jeśli bank pozwala sobie na dynamiczną akcję kredytową i w związku z tym zwiększone ryzyko, to może powinien ponosić większe opłaty na fundusz, który jest rodzajem koła ratunkowego – mówi nam anonimowo jeden z urzędników resortu finansów.

Sojusznikiem ministerstwa finansów w tej sprawie jest Komisja Nadzoru Finansowego, z którą resort nieoficjalnie konsultował się w sprawie podatku bankowego. – Jeśli opłata zostanie wprowadzona, to powinna zachęcać banki do ostrożniejszego udzielania kredytów – mówi nam wysoki urzędnik KNF. Komisja sama rekomenduje bankom bardziej restrykcyjną politykę kredytową.

Inaczej wyobrażał sobie ten podatek szef NBP. Marek Belka opowiadał się za tym, by podstawą opodatkowania były raczej pasywa. Podobne zdanie na ten temat ma Komisja Europejska.

Rozstrzygnięć w sprawie na razie nie ma. Toczą się także dyskusje dotyczące m.in. tego, czy opłata będzie odprowadzana na specjalnie stworzony w tym celu fundusz, czy rolę gromadzącego te środki przejmie Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Resort finansów konsultował się w tej sprawie z BFG.

To, w czym resort finansów, KNF i NBP są ze sobą zgodne, to przeznaczenie opłaty. Nie zasilałaby ona budżetu, lecz stanowiła stałe zabezpieczenie sektora bankowego. Tak, by w razie powrotu kryzysu na rynki finansowe, banki nie wyciągały ręki po pomoc do rządu. To na razie jedyna pewna decyzja, jaka w tej sprawie zapadła. – Pracujmy nad projektem spokojnie. Nie jest związany z budżetem, więc nie ma konieczności, by go uchwalić przed końcem roku – mówi nam urzędnik resortu finansów. Jak wynika z naszych informacji, polityczna batalia o przeforsowanie projektu może zostać stoczona już w przyszłym roku.

Wprowadzeniu jakiejkolwiek nowej opłaty dla banków przeciwny jest Związek Banków Polskich. Argumentuje on, że już obecnie obowiązujące obciążenia podatkowe czy składki na BFG są stosunkowo wysokie. – Polska to kraj o bardzo niskim ubankowieniu. Nie należy używać takiego instrumentu jak podatek bankowy, bo to się obróci przeciwko gospodarce i zmniejszy tempo rozwoju gospodarczego – twierdzi Krzysztof Pietraszkiewicz, szef ZBP. Bankowcy uważają, że gdyby opłata miała wejść w życie, to lepiej, by jej celem była stabilizacja sektora. Jednak PO ma spore szanse na przeforsowanie projektu, bo propozycje wprowadzenia podatku bankowego zgłosiły już i lewica, i PiS. Tyle że oba pomysły mają na celu zapewnienie dodatkowych pieniędzy do budżetu.