Nie oznacza to jednak, że Wawel, który był wymieniany obok Jutrzenki wśród potencjalnych kupców wystawionego w tym roku na sprzedaż Wedla, nie szykuje się do przejęć. Spółka potwierdza, że jest zainteresowana zakupami, ale nie obrała jeszcze żadnego celu. – Interesują nas wyłącznie okazje – mówi „DGP” prezes Dariusz Orłowski.

Firma rozbudowuje zakład w Dobczycach. Inwestycja jest niezbędna, bo Wawel nie nadąża z produkcją. W I półroczu 2010 r. firma zwiększyła sprzedaż aż o 23 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, do 161,3 mln zł. Dlatego zakończona w sierpniu rozbudowa hali produkcyjnej o ok. 1,1 tys. mkw. okazała się niewystarczająca.

– Do wiosny 2011 r. powierzchnia fabryki powiększy się o kolejne 3,3 tys. mkw. Moce produkcyjne wzrosną o 20 proc. – mówi Dariusz Orłowski. Inwestycję wartą 21,6 mln zł firma finansuje z własnych środków.

Wawel w ostatnich latach znacznie wzmocnił swoją pozycję na wartym 6,4 mld zł rynku słodyczy. W kategoriach czekoladowych – czekolad i pralin – może pochwalić się nawet 80- -proc. dynamiką wzrostu sprzedaży. Udział spółki w całym rynku słodyczy to 3 proc., co daje jej 9. miejsce. Te dane nie obejmują jednak słodyczy na wagę, a te stanowią znaczną część sprzedaży. W kategorii pralin w opakowaniach jednosmakowych Wawel ma aż 20,4 proc. udziału w rynku.

Zdaniem analityków Wawel to spółka z perspektywami. – Firmie dużo dało skoncentrowanie w 2007 r. produkcji w jednym zakładzie w Dobczycach. Wcześniej miała trzy fabryki. Dziś jej rentowność jest lepsza niż konkurencji – wyjaśnia Tomasz Manowiec, analityk Banku BGŻ.

– Marża brutto na sprzedaży wynosi 45 proc. Dla porównania w Mieszku jest to 39 proc. Ale po odjęciu kosztów amortyzacji i wynagrodzeń dla zarządu marża Wawelu jest dwa razy wyższa niż u konkurencji – zauważa Manowiec.

Zadziałała też promocja marki. Dziś spółka może się pochwalić nadpłynnością finansową, dlatego od dwóch lat połowę zysku przeznacza na dywidendę.