Po dymisji Mikosza w LOT przeważa pogląd, że połączenie należy utrzymać. Jak ustalił „DGP”, ma to być możliwe dzięki wynajęciu przez LOT samolotu.

Brak maszyny do obsługi tej trasy był jednym z głównych powodów zawieszenia rejsów z Krakowa. Od listopada skąpa flota samolotów długodystansowych przewoźnika ma dodatkową pracę na trasie z Warszawy do Hanoi.

Wiadomo, że atrakcyjność biznesową transatlantyckiej trasy może zwiększyć międzylądowanie w Hamburgu. Na pokład samolotu wsiądą dodatkowi pasażerowie, a co ważniejsze, zatankowane zostanie tańsze niż w Polsce paliwo. Oficjalnie nieopłacalność połączenia była powodem zawieszenia go przez Mikosza. Jacek Balcer, rzecznik LOT, odmawia komentarza w sprawie rozmów o utrzymaniu linii między jego firmą a portem lotniczym w Krakowie. Informację o spotkaniu w tym tygodniu na ten temat potwierdza za to Jan Pamuła, prezes Balic. Zastrzega, że nie zna stanowiska LOT, ale nie byłby zdziwiony, gdyby przewoźnik zdecydował się utrzymać trasę.

– Dla mnie likwidacja połączenia była od samego początku jednym wielkim nieporozumieniem – mówi Pamuła. Według niego połączenie do Chicago jest rentowne jak rzadko które. Jak twierdzi, średnie obłożenie samolotów przekracza 80 proc. Na tym kierunku lata rocznie 100 tys. pasażerów. A to dlatego, że z Krakowa do Chicago podróżuje nie tylko całe Podhale, ale też Słowacy oraz dużo Amerykanów. W ocenie Pamuły pasażerów wystarczy nie na dwa, a nawet docelowo cztery rejsy w tygodniu.