To jeszcze nie recesja, ale strach zrobił swoje. Fatalne wyniki sprzedaży nieruchomości w USA, a wcześniej czołówki europejskich gazet zwiastujące ponowne spowolnienie rzuciły światowe giełdy na kolana. WIG20 poleciał 2,25 w dół mimo stosunkowo dobrych danych GUS. Ale i te zależeć będą w przyszłości od nastrojów w Ameryce i Europie Zachodniej.

Na amerykańskim rynku nieruchomości tak źle nie było od 15 lat – liczba sprzedanych domów spadła w lipcu prawie o jedną trzecią. Ekonomiści spodziewali się spadku, ale nie aż w takiej skali. Mieli nadzieję, że właścicieli znajdzie około 4,6 mln domów. Tymczasem było to tylko 3,8 mln.

Dla inwestorów to był sygnał: czas sprzedać akcje. Amerykański Dow Jones zaczął sesję na minusie, po trzech godzinach handlu tracił około 1 proc. Inwestorzy uciekają z rynku akcji, bo dane o rynku nieruchomości w USA to niejedyny dowód na to, że druga fala spowolnienia jest coraz bardziej prawdopodobna. I to nie tylko w Stanach, lecz także w Europie. Świadczą o tym chociażby opublikowane w poniedziałek informacje o indeksie PMI w strefie euro, który wyraźnie zasygnalizował pogorszenie koniunktury w przemyśle na Starym Kontynencie.

Na tym tle dane z polskiej gospodarki nie są złe. Opublikowane wczoraj informacje o sprzedaży detalicznej w lipcu pokazały, że Polacy poczuli się nieco pewniej i chętniej kupują tzw. dobra trwałego użytku. Sprzedaż mebli i elektroniki wzrosła aż o 27, 2 proc. – to największy wzrost od kwietnia 2008 roku.

O ile dane za lipiec są dobre, o tyle perspektywy już nie najlepsze. Świadczą o tym chociażby badania koniunktury konsumenckiej, które wskazują na wyraźne pogorszenie nastrojów już w sierpniu.

Zza Atlantyku napływają kolejne dane potwierdzające najgorsze przewidywania ekonomistów: amerykańska gospodarka osuwa się w kierunku drugiej fali recesji.

Sprzedaż używanych domów w USA zmniejszyła się w lipcu aż o 27 proc. – do najbardziej dramatycznego poziomu od 15 lat. To ponad dwukrotnie wyższy spadek, niż jeszcze kilka dni temu przewidywała większość ekspertów. Dane mają fundamentalne znaczenie, bo rynek nieruchomości tradycyjnie stanowi koło zamachowe amerykańskiej gospodarki. A używane domy to aż 90 proc. całego sektora mieszkaniowego USA.