Wczoraj Eurostat podał niepokojące dane o czerwcowej produkcji w strefie euro. Zamiast spodziewanego wzrostu o 0,6 proc., zanotowano spadek o 0,1 proc. Wcześniej Fed ostrzegł o złym stanie gospodarki USA.

Taki sygnałów jest więcej. Wraca niepokój o stan światowej gospodarki. Ekonomiści przestają się już zastanawiać, kiedy świat wyjdzie z kryzysu. Pytają za to, czy czeka nas jego drugie dno.

– Nie tylko w USA, ale i w Chinach widać symptomy spowolnienia. Byłoby głupotą wierzyć, że pozostanie to bez wpływu na Europę – mówił wczoraj agencji Bloomberg Peter Vanden Houte, ekonomista z ING. Jego zdaniem zdecydowanie zbliża się koniec boomu w przemyśle strefy euro.

Jeżeli te prognozy się sprawdzą, wzrośnie ryzyko złego scenariusza dla Polski. Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK, mówi, że turbulencje na rynkach skończyłyby się spadkiem wartości złotego, wzrostem rentowności obligacji i bessą na giełdzie. Wszystko to uderzy w budżet, którego potrzeby są ogromne. Słaby złoty to wyższa wycena zagranicznej części polskiego długu. Wyższe rentowności to większy koszt jego obsługi, a bessa na giełdzie to problem z prywatyzacją.

Do tego dochodzi kolejny kłopot: agencje ratingowe mogą zacząć się przyglądać Polsce bardziej krytycznie niż dotychczas. Na razie spokojnie przyjęły plan rządu dotyczący finansów publicznych. Ale jeśli sytuacja na świecie się pogorszy, to według prof. Witolda Orłowskiego mogą dać nam ostrzeżenie: nie zaczniecie reform, to obniżymy wam rating. Jak podkreśla Mirosław Gronicki, były minister finansów, pogorszenie perspektywy ratingu zwiększa koszt obsługi długu. – Doszłoby też zapewne do osłabienia złotego – mówi.

Inwestorzy na świecie zachowują się tak, jakby uwierzyli na nowo, że dojdzie do drugiej fali recesji. Impulsem był ostatni komunikat Fed, w którym bank centralny uznał perspektywy amerykańskiej gospodarki za mocno niepewne. Choć Rezerwa Federalna jasno dała do zrozumienia, że nie zamierza stać bezczynnie i w razie czego zasili system dodatkowym zastrzykiem gotówki, inwestorzy zaczęli sprzedawać akcje na całym świecie i pozbywać się euro. Tym bardziej że opublikowane wczoraj dane w strefie euro też nie napawają optymizmem. Produkcja przemysłowa nieoczekiwanie spadła o 0,1 proc. w czerwcu, choć oczekiwano wzrostu o 0,6 proc. A kraje takie jak Grecja ciągle tkwią w recesji. W drugim kwartale tego roku grecki PKB spadł o 3,5 proc.