A w każdym razie na tyle średnio może liczyć członek grupy Polska – Londyn 2012, elitarnego klubu kilkudziesięciu sportowców z największymi szansami w dyscyplinach olimpijskich. Jest to projekt Ministerstwa Sportu nastawiony na finansowanie konkretnego sukcesu, czyli medalu. Związek typuje zawodnika, a on sam mówi, ile potrzebuje na przygotowania.

– Na sto procent Marcin doszedł do mistrzostwa dużo mniejszym kosztem – mówi Tomasz Lewandowski, brat i trener Marcina, który od siedmiu lat zajmuje się jego karierą. Plany sportowe mają rozpisane przynajmniej aż do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku, bo wtedy Marcin powinien osiągnąć szczyt formy. Dokładnie wiedzą też, ile i na co do tej pory wydali.

Ekipa też kosztuje

– Dopiero po starcie w finale mistrzostw świata w 2009 roku przygotowania Marcina zaczęły być naprawdę kosztowne – mówi Tomasz Lewandowski. Według jego skrupulatnych obliczeń w tym roku jest to około 170 tys. zł, z czego 70 – 80 proc. pokrywa Polski Związek Lekkiej Atletyki. Kwota może wzrosnąć o 15 tys. zł ze względu na dwa zgrupowania zagraniczne, które mają w planach. Treningi w egzotycznych miejscach – ekstrawagancko brzmiące, ale konieczne – generują największe koszty w przygotowaniu medalistów.

W przypadku Lewandowskiego najkosztowniejsze wcale nie były pobyty w Kenii, bo był tam goszczony przez mistrza olimpijskiego Wilfreda Bungei.

Trzytygodniowe zgrupowanie może kosztować 5 – 9 tysięcy złotych za osobę, a zawodnik odbywa średnio cztery w roku, do tego podróżują z nim kilkuosobowe zespoły: trenerzy, fizjologowie, lekarze.

Wynagrodzenie członków teamu także trzeba wliczyć w koszt przygotowań, w przypadku Lewandowskiego jest to tylko trener, który w tym roku zarabia na umowę-zlecenie 4 tys. zł brutto miesięcznie. Stypendium samego zawodnika to około 2 tys. zł.

– Nie mamy wszystkiego, ale trzeba powiedzieć, że PZLA zagwarantował nam szkolenie na optymalnym poziomie. Na jednym ze zgrupowań dostaliśmy do dyspozycji samochód, bo trzeba było dojeżdżać na treningi. Wcześniej nie mogliśmy o tym marzyć – przyznaje Tomasz Lewandowski.

Jak przejeść 500 tys. zł

Inne wydatki, jak choćby badania wydolnościowe, konsultacje ze specjalistami z dziedziny biomechaniki, biochemii, fizjologii sportu, dodatkowe wydatki na logistykę czy odżywianie (Marcin jest wybredny, nie jada mięsa), Lewandowscy pokrywają sami. Ze sponsorami ostatnio nie jest najlepiej, bo wycofały się ze współpracy upadające Zakłady Chemiczne w Policach.

Na horyzoncie są jednak większe pieniądze.

– Marcin wejdzie do klubu Londyn. Przepustką jest tam medal igrzysk lub mistrzostw świata, ale liczą się też wyniki i perspektywy – zapewnia Sebastian Chmara, szef zespołu wsparcia projektu Polska – Londyn 2012. Pół miliona na zawodnika to średnia przyjęta kwota. Wiadomo, że kolarka górska Maja Włoszczowska się w niej nie zmieściła i dostała więcej. Rekordzistką jest Justyna Kowalczyk ze swoim kosztownym sztabem i sprzętem, której przygotowania kosztowały grubo ponad milion złotych. Nasz drugi mistrz Europy z Barcelony, dyskobol Piotr Małachowski, szacuje swoje wydatki na powyżej 400 tys. zł (a podróżują z nim trener i terapeuta).

- U nas to pewnie też będą mniejsze pieniądze. Pół miliona pewnie nie będziemy w stanie przejeść. Dotychczas operowaliśmy dużo mniejszymi kwotami. Kilka lat temu było to 20 tys. zł rocznie, i też sobie radziliśmy – mówi Tomasz Lewandowski. A Marcin jechał na mistrzostwa świata juniorów i był jedynym białym w finale.