Co się stało, że znany i sprawny menedżer, który przeprowadził BRE przez globalny kryzys finansowy, nagle musi odejść? Bank tego nie wyjaśnił. Poinformował jedynie, że decyzja nie ma nic wspólnego z wynikami za II kwartał. Mają być niezłe – zysk brutto wyniósł 171 mln zł. Przed rokiem bank miał ponad 87 mln zł straty. Pełne dane BRE ujawni w czwartek.

Ponieważ nie ma oficjalnego stanowiska BRE, rynek huczy od plotek. Nieoficjalnie mówi się, że Grendowicz nie mógł znaleźć wspólnego języka z zespołem banku. Według naszych informacji głównym zarzutem było to, że zwolnił bankowców, którzy przez lata budowali potęgę BRE. Grendowicz zastąpił ich kadrą z BPH. Lista zarzutów jest podobno dłuższa. W 2009 roku bank pokazał słabe wyniki – miał tylko 128,93 mln zł zysku, a rok wcześniej – ponad 850 mln zł. Za jego kadencji BRE miał stracić impet – z planowanej ekspansji zagranicznej nic nie wyszło. Krytycy Grendowicza mówią, że mogło to być efektem popełnionych przez niego błędów operacyjnych.

Cięcia Grendowicza

Jednak większość pytanych przez nas ekspertów nie ocenia Grendowicza źle. Co więcej, nie kryje zaskoczenia decyzją rady nadzorczej BRE. Ich zdaniem był on dobrym szefem na czas kryzysu, pokazał, że jest w stanie poradzić sobie ze spadającymi dochodami. O tym, jakim prezesem byłby w czasach koniunktury, już się nie przekonamy.

Mariusz Grendowicz nie miał łatwego zadania. Jego poprzednik, Sławomir Lachowski, chociaż genialny innowator, generował zyski dzięki dużej sprzedaży, przy niskich marżach i wysokich kosztach. Dlatego pierwsze decyzje nowego szefa dotyczyły cięcia kosztów i podniesienia marż. Dzięki jego polityce BRE może teraz pochwalić się najwyższym na rynku wskaźnikiem tzw. krzyżowej sprzedaży – zamiast wydawać miliony na przyciąganie nowych klientów, Grendowicz postawił na sprzedawanie obecnym klientom nowych produktów. Efekty było widać już po wynikach BRE za I kwartał – zysk netto wzrósł o 50 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, do 115,4 mln zł.