W Bagiczu pod Kołobrzegiem ma powstać niewielkie lotnisko turystyczne.

A jeszcze rok temu zanosiło się na szybkie rozpoczęcie prac przynajmniej w siedmiu nowych lokalizacjach. Projekty miały ruszyć z kopyta, gdy we wrześniu 2009 r. MON podarowało samorządom tereny dawnych lotnisk wojskowych w Białej Podlaskiej, Pile, Nowym Mieście nad Pilicą, Szczytnie-Szymanach, Gdyni-Kosakowie, Radomiu i Sochaczewie. Z tej grupy jednak do tej pory procedury w ULC rozpoczął tylko Sochaczew (urząd wydał promesę zezwolenia na otwarcie lotniska).

Na tym etapie zatrzymały się też Świdnik i Kielce. Formalnych procedur w ULC nie rozpoczęły natomiast samorządy Zegrza Pomorskiego, Legnicy, Kamienia Śląskiego, Redzikowa (koło Słupska), Krywlan (okolice Białegostoku), Suwałk czy Niedźwiady (okolice Lublina), gdzie też planowano utworzenie lokalnych lotnisk.

Według Katarzyny Krasnodębskiej, rzecznika prasowego ULC, samorządom przeszła ochota na otwieranie nowych lotnisk, gdy przeprowadziły analizy kosztów. – Lotnisko to nie wytwórnia coca-coli – mówi Katarzyna Krasnodębska. Na początek potrzeba przynajmniej 100 mln zł, a przez kolejne lata utrzymanie kosztuje kilka, kilkanaście milionów złotych. Tymczasem w kasach samorządów brakuje pieniędzy, a unijne dotacje na pewno dostanie tylko osiem największych krajowych lotnisk: Warszawa, Kraków, Katowice, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Rzeszów i Szczecin.

Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk, przyznaje, że projekty lotnicze w regionach wyhamowały. Według niego projekty nabiorą tempa, gdy włączą się do nich inwestorzy prywatni.