Shaun Osborne, główny strateg walutowy TD Securities w Toronto, uważa, że euro w trzecim kwartale spadnie do 1,13 dolara, pod koniec roku do 1,08 dolara i zbliży się do parytetu z dolarem, czyli 1: 1, w roku 2011. Dopiero potem wspólna waluta europejska może odbić. Podobnie wyglądają prognozy dziewięciu innych analityków.

W pierwszym półroczu euro straciło 13 proc. w stosunku do dolara na fali spekulacji, iż rekordowe deficyty budżetowe – poczynając od Irlandii po Portugalię i Grecję – zmuszą rządy do ograniczenia wydatków i spadku wzrostu gospodarczego.

Na pakiet ratunkowy dla państw strefy euro przywódcy Unii Europejskiej wyasygnowali środki o wartości prawie 1 biliona dolarów. 

„To będzie niezwykle trudne wyzwanie dla tych gospodarek, skoro powinny one odzyskać konkurencyjność wewnątrz samej strefy euro” – podkreśla Osborne – “EBC zmierza w stronę łagodzenia polityki monetarnej, a to oznacza, że jest już teraz za późno na zacieśnienie polityki fiskalnej”. 

Dzisiaj rano w Londynie waluta 16 krajów europejskich wzmocniła się o 0,5 proc. do poziomu 1,2596 dolara. Od 7 czerwca, kiedy euro osiągnęło czteroletnie minimum rzędu 1,1877 dolara, wspólna waluta już umocniła się na 5,6 proc. 

Na początku maja, w ramach pakietu ratunkowego, EBC uruchomiło kampanię wykupywania obligacji niektórych krajów, aby ograniczyć wzrost rentowności papierów, czyli kosztów zaciągania długu, oraz podtrzymać euro. Spadek wartości euro grozi rozpadem strefy euro – przestrzegał w maju Paul Volcker, były szef Rezerwy Federalnej USA. Tym bardziej, że banki centralne coraz więcej swych rezerw lokują w innych walutach niż euro.

Ostatnie wzmocnienie euro jest sygnałem, że traderzy zmniejszają liczbę kontraktów obstawiających spadek, wychodząc słusznie z założenia, że waluta dalej się osłabi. Nie jest to jeszcze zmiana nastrojów – konkluduje Callum Henderson, szef strategii walutowej w Standard Chartered w Singapurze.