Otwarcie przez naszego przewoźnika trasy do stolicy Libanu mocno rozzłościło sojusznika ze Star Alliance. LOT zaczął bowiem podbierać pasażerów Lufthansie. To mały reważ za połączenia atlantyckie, na których systematycznie tracimy klientów na rzecz Niemców. Mały, bo do Bejrutu lata dziesięć razy mniej pasażerów niż za ocean.

Połączenie uderzyło bezpośrednio w interesy Lufthansy, która do tej pory była najważniejszą linią dla Libańczyków mieszkających w Europie Zachodniej, a nawet Skandynawii. Powodem, dla którego Libańczycy wybierają LOT, nie są ceny biletów, bo te są zbliżone. Jak twierdzą sami Libańczycy, latając z Lufthansą, są narażeni na drobiazgowe kontrole w niemieckich portach przesiadkowych. Służby na Okęciu są w tym zakresie znacznie bardziej liberalne. Mimo pokazowego przeszukania pasażerów, do którego doszło w trakcie drugiego rejsu linii do Bejrutu, z odprawą w Warszawie nie ma problemu. To dla Libańczyków jest bardzo ważne, bo standardy odprawy w Bejrucie w niczym nie przypominają zaostrzonych procedur we Frankfurcie. Do tej pory latali z Lufthansą, bo nie mieli wyboru.

Ruch na pokładach samolotów LOT-u jest tak duży, że przewoźnik musiał wprowadzić na połączenie boeinga 737, który zabiera na pokład dwa razy więcej osób niż obsługujący pierwsze loty do Bejrutu embraer 175.

– Dobrze, że LOT powrócił do Bejrutu, bo w latach 80. była to jedna z najbardziej rentownych tras – mówi Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.

Jedynym problemem związanym z lataniem do Bejrutu jest zagrożenie wojną, nadal mocno zakorzenione w świadomości turystów i biznesmenów. Jednak, jak zauważa Aneta Dąbrowska z Ambasady RP w Bejrucie, postrzeganie Libanu zarówno przez biznes, jak i turystów się zmienia. W 2009 r. Liban odwiedziło ponad 1,8 mln turystów, a prognozy na 2010 r. zakładają, że przekroczony zostanie pułap 2 mln osób. Dąbrowska zwraca też uwagę na coraz większą aktywność polskich firm w tym rejonie.

Według niej to prawdziwe eldorado, szczególnie dla firm meblarskich i spożywczych.

Kraje afrykańskie i azjatyckie są obecnie w orbicie zainteresowania największych linii na świecie. Dlatego LOT nie tylko zwiększa ofertę do Bejrutu, ale też od października startuje z trasami do Kairu, Damaszku i Hanoi. Prognozy wskazują, że z Warszawy do Hanoi rocznie może podróżować nawet 140 tys. pasażerów – tylko o połowę mniej, niż linia wozi do USA i Kanady.

Podobnie jak w przypadku Libanu w 95 proc. mają to być pasażerowie tranzytowi. A to według ekspertów może być dużym zagrożeniem dla planów przewoźnika. Europejska siatka LOT-u nie jest wciąż przystosowana do zapełnienia pokładów na te rejsy. Leszek Narowski, członek zarządu ds. handlowych w Locie, zwraca jednak uwagę, że w przypadku Libanu się udało.