Chociaż dług publiczny Polski wzrósł do 51 proc. PKB, jest to przeszło połowę mniej niż 115 proc. w Grecji, od której Unia Europejska zażądała natychmiastowego cięcia kosztów w zamian z pomoc ratunkową. W zeszłym tygodniu rządy w UE opowiedziały się za przyspieszeniem procesu kontroli budżetów narodowych i wprowadzeniem nowych sankcji w celu zapobieżenia powtórce kryzysu w greckim wydaniu, który podważa euro.

Polski rząd proponuje ograniczenie wzrostu wydatków do poziomu 1 proc. powyżej inflacji, dzięki czemu do 2013 roku można będzie zaoszczędzić 9 mld złotych. To zaś pozwoli w ciągu trzech lat na zmniejszenie deficytu budżetowego poniżej limitu 3 proc. PKB, wyznaczonego przez UE – pisze Bloomberg powołując się na piątkową wypowiedź ministra finansów Jacka Rostowskiego.

Piotr Kalisz, główny ekonomista Citibanku Handlowego w Warszawie uważa, że te propozycje nie są wystarczające do tego, aby zapobiec tendencji wzrostu zadłużenia, gdyż obejmują one tylko około 26 proc. wydatków rządowych. Nowe regulacje nie dotkną bowiem sfery tzw. sztywnych wydatków, jak subsydia dla władz samorządowych, wydatków na ubezpieczenia społeczne i obsługę zadłużenia, które nie mogą być zmienione bez nowelizacji ustawy budżetowej.