Inwestorzy kupują złoto, bo boją się drugiej fali kryzysu w światowej gospodarce. Tym razem ich obawy są związane z narastaniem długu publicznego, co jest bezpośrednim efektem tzw. pakietów pomocowych uruchamianych pod koniec 2008 i na początku 2009 roku. Ucieczka do złota trwa, bo część inwestorów nie wierzy już w wartość papierowego pieniądza. Wyjątkowo przekonująco wyglądają w tym kontekście notowania euro: od końca listopada ub.r. straciło ono jedną piątą wartości względem dolara. Wczoraj po południu kosztowało 1,2 dolara.

– Strach w Europie jest wyraźny i rozszerza się na USA. Cena złota rośnie także ze względu na ryzyko spowolnienia gospodarczego oraz dewaluacji walut – mówił wczoraj agencji Bloomberg Frank McGhee, szef dilerów w Integrated Brokerage Services LLC w Chicago.

Cena uncji złota w dostawie natychmiastowej wzrosła w tym roku już o 14 proc. Według niektórych prognoz – np. analityków z Deutsche Bank AG – cena uncji może dojść do 1700 dolarów. Tym bardziej że w drugiej połowie roku złoto zazwyczaj drożeje. Choćby ze względu na to, że po zakończeniu pory monsunowej w Indiach rozpoczyna się sezon ślubów. Ten kraj zaś generuje jedną czwartą światowego popytu na złoto jubilerskie.