Powódź w Polsce się nie kończy się. Na nadejście wielkiej wody cały czwartek z niepokojem czekali mieszkańcy Wrocławia i okolic Warszawy. W stolicy miała to być najwyższa fala od ponad 160 lat. We Wrocławiu około południa pojawiła się plotka, że powtórzy się sytuacja z 1997 roku, gdy zalane zostało 30 proc. powierzchni miasta. Ludzie masowo wykupywali ze sklepów chleb i wodę mineralną.

Mieszkańcy terenów szczególnie zagrożonych od kilku dni pukają do drzwi towarzystw ubezpieczeniowych. Chcą wykupić polisę, która na wypadek powodzi zapewni im odszkodowanie. Bez skutku. – Jeśli mieszka pani na terenach zagrożonych teraz powodzią, może pani o tym zapomnieć – wyjaśnił Michał Gapys, agent ubezpieczeniowy TUiR Warta, gdy spytaliśmy go o możliwość wykupienia polisy.

Agentów w całym kraju zasypały w tym tygodniu zarządzenia z central ubezpieczalni, które brzmiały: od 19 maja do 11 czerwca wyłączamy ryzyko powodzi ze sprzedaży nowych ubezpieczeń. Mieszkańcy terenów już w przeszłości zalewanych często nie mogą wykupić polisy. A jeśli nawet, oferowane im stawki są horrendalne.

Jak mówi Krystyna Krawczyk z biura rzecznika ubezpieczonych, towarzystwa prawa nie łamią, bo ubezpieczenia są dobrowolne. – Możemy w takiej sytuacji negocjować, ale proszę się nie dziwić, jeśli firma zażyczy sobie bardzo wysokiej składki – mówi Krawczyk.

Tylko za zgodą kierownika

Zgodnie z prawem towarzystwa ubezpieczeniowe nie mogą odesłać z kwitkiem tylko jednej grupy klientów: rolników. Ubezpieczenie budynków rolnych przed powodzią jest obowiązkowe. Ale i tu w ostatnich dniach wprowadzono zmiany. A konkretnie – podwyżki. – U nas w wysokości 50 proc. – wyjaśnia Barbara Hornik, menedżer zespołu produktów majątkowych w TUiR Warta. Firma przesunęła też termin, od którego zaczyna obowiązywać ochrona. Teraz to nawet 30 dni.

Przedstawiciel Warty zapewnia nas, że indywidualne polisy mieszkaniowe może wykupić każdy. I to bez względu na to, gdzie mieszka. Restrykcje ubezpieczycieli dotyczą włącznie polis dla firm. Ale to tylko teoria. – Żaden agent przy zdrowych zmysłach nie sprzeda teraz ubezpieczenia od powodzi – mówi nam pracownica agencji ubezpieczeniowej z Opola. Dodaje, że mniej rozważni przedstawiciele, na przykład z terenów mniej zagrożonych, nawet jeśli będą chcieli sprzedać takie ubezpieczenie, to na własną rękę nic nie zrobią.

Jak wynika z najnowszego okólnika w firmie InterRisk, bez zgody szefa oddziału od powodzi ubezpieczać nie można. – Tak surowych restrykcji nigdy jeszcze nie było – twierdzi pracownica agencji ubezpieczeń w Łodzi. Oficjalnie InterRisk nie chce rozmawiać o tym okólniku. Nieoficjalnie jej przedstawiciele mówią, że to naturalny ruch, który ma ustrzec przed nadużyciami. Przypominają, że w czasie powodzi w 1997 roku powszechnym procederem była sprzedaż ubezpieczeń osobom, których domy już zostały zalane. Agent wystawiał dokument ze wsteczną datą, a potem dzielił się odszkodowaniem wypłacanym później klientowi.

Według danych Komisji Nadzoru Finansowego na koniec 2009 roku Polacy wykupili 8,163 mln ubezpieczeń od klęsk żywiołowych. Liczba takich polis od 2003 roku wzrosła dwukrotnie.