Po kilkumiesięcznej przerwie BGK wrócił na rynek z obligacjami infrastrukturalnymi, które sprzedaje na rzecz Krajowego Funduszu Drogowego. W nie najlepszych warunkach rynkowych bankowi udało się sprzedać maksymalną pulę oferowanych papierów. Popyt wyniósł 4,6 mld zł.

– Gdyby ten przetarg odbywał się dwa dni temu, to wyniki byłyby pewnie jeszcze lepsze – mówi Krzysztof Izdebski, diler rynku długu w PKO BP.

BGK ma powody do zadowolenia, bo jednym przetargiem zrealizował dużą część planu emisji na cały rok. Przewiduje on, że KFD pozyska w sumie prawie 8 mld zł ze sprzedaży obligacji drogowych – wczoraj dostał prawie 40 proc. tej kwoty. Plan emisji na drugi kwartał zakładał sprzedaż obligacji o wartości do 5,5 mld zł, więc na kolejnym przetargu 9 czerwca na sprzedaż będą wystawione papiery za 2,5 mld zł.

– Pozostałe emisje – na kwotę około 2,4 mld zł – zostaną przeprowadzone prawdopodobnie w IV kwartale – mówi „DGP” Mariusz Grab, dyrektor departamentu skarbu BGK.

Na wczorajszej aukcji papiery kupowały przede wszystkim fundusze emerytalne, które traktują obligacje drogowe jako długoterminową inwestycję. Według Krzysztofa Izdebskiego przed aukcją widać było większy ruch na rynku długu w segmencie 10-letnich obligacji Skarbu Państwa. Inwestorzy sprzedawali te obligacje, by zrobić miejsce w portfelach dla papierów drogowych. Sprzedawane wczoraj obligacje BGK to niezły zamiennik 10-letnich obligacji rządowych. Ich termin wykupu jest zbliżony (przypada za 8 lat), są bezpieczne, bo mają gwarancje Skarbu Państwa, za to rentownością biją obligacje skarbowe na głowę. Dochodowość wyniosła 5,99 proc. – o blisko 45 pkt bazowych powyżej rentowności obligacji skarbowych.

To właśnie ta duża różnica w stosunku do rentowności papierów skarbowych psuje trochę efekt udanego przetargu.

– Teraz mamy na rynku dużą niepewność – mówi dyrektor Grab.