Jeśli potwierdzą się medialne spekulacje, to wartość jego oferty może sięgnąć 10 mld zł. Aby został pobity rekord PZU (8 mld zł), SP musi sprzedać 53 proc. udziałów w Tauronie. Tyle maksymalnie może zaoferować resort Skarbu Państwa. Choć – zgodnie z prospektem emisyjnym – zaplanował on sprzedaż 25 proc. akcji grupy energetycznej, to nie wyklucza, że na giełdę może trafić więcej walorów Tauronu.

Eksperci, z którymi rozmawiał „DGP”, na razie nie chcą szacować wartości koncernu. Twierdzą, że mają wątpliwości, które powinien rozwiać prospekt emisyjny.

– Tauron to nie PZU. Nie ma tak rozpoznawalnej marki i należy do branży, która nie błyszczy na giełdzie – mówi chcący zachować anonimowości analityk.

Inwestorów szczególnie mocno zabolał ubiegłoroczny debiut giełdowy PGE. Wprawdzie na debiucie akcje firmy zdrożały o 13 proc., ale gigantyczna skala redukcji oraz koszty zaciągniętych kredytów praktycznie zjadły cały zysk. Na dodatek cena akcji PGE szybko spadła poniżej emisyjnej. Dodatkowo Taurona czekają – tak jak pozostałe podmioty w branży – olbrzymie inwestycje, co nie pozostaje bez wpływu na jego przyszłe wyniki finansowe. Do 2020 roku spółka planuje zainwestować prawie 50 mld zł, z czego na lata 2010 – 2012 ma przypaść 9 mld zł. Spółkę czekają inwestycje w odnowę bloków energetycznych (należące do niej są starsze, niż wynosi branżowa średnia), odnawialne źródła energii i ochronę środowiska.

– Podstawowe pytanie brzmi: jak dużo tych kosztów uda się grupie przerzucić na końcowych klientów – mówi Sylwia Jaśkiewicz, analityk IDMSA.

Nie będzie to łatwe, bo w części detalicznej rynek energii jest mocno regulowane. Urząd Regulacji Energetyki stara się ograniczyć zapędy koncernów energetycznych i nie dopuścić do znaczących podwyżek cen energii elektrycznej.