Nie jest w tym odosobniony. Nagrodami i konkursami wabi coraz więcej firm. Bo duże grono fanów w serwisach społecznościowych to dobry biznes.

Jeden voucher o wartości 500 zł i dwa po 200 zł otrzymali wczoraj laureaci konkursu zorganizowanego przez PZU na profilu „Życie na 100%” w portalu społecznościowym Facebook. Karnety można wykorzystać, np. skacząc na spadochronie czy jeżdżąc na harleyu. A to, jak zapowiada PZU, dopiero początek atrakcji, z jakich mogą skorzystać fani profilu. Wystarczy, by aktywnie się na nim udzielali. Tym samym PZU dołączyło do tysięcy firm, gotowych sporo wydać byle, by być lubianymi w internecie.

12 złotych za fana

Starania o „lajkersów” (nazwa pochodzi od „I like”, czyli „Lubię to” na Facebooku) i „followersów” (od „Follow”, czyli „Śledzić” na Twitterze) wśród największych korporacji trwają od kilku miesięcy. Każda szanująca się firma ma swoje konto w serwisach społecznościowych. Ale to już za mało. By zdobyć fanów, trzeba sięgać po coraz wymyślniejsze metody. W założeniu fani mają być ambasadorami marki lub produktów czy usług. – To dzięki tak rozumianym kluczowym liderom opinii w internecie produkty lub marka firmy zdobywają pozytywny rozgłos, bo zwyczajnie działa tutaj efekt plotki – tłumaczy ekspert ds. PR z firmy Citybell Counsulting Krystian Cieślak.

Jak się okazuje, efekt ten jest całkiem sporo wart. Jak wyliczyła działająca na polu mediów społecznościowych firma marketingowa Vitrue, przeciętny fan na Facebooku jest wart 3,6 dol., czyli ponad 12 zł. Nic dziwnego, że w Stanach Zjednoczonych producent komputerów firma Dell zatrudnia aż 40 pełnoetatowych pracowników do prowadzenia 80 różnych kont na Twitterze. I że McDonald’s kilka tygodni temu zatrudnił pierwszego w swojej historii dyrektora ds. mediów społecznościowych.