Według niej, pozycja ratingu dla Polski jest stabilna (przypomnijmy, że wynosi on A2 dla obligacji rządowych). Decyduje o tym kondycja naszej gospodarki, która – jak twierdzi Moody’s – jest dobra. Analitycy agencji uważają, że deficyt będzie zmniejszany przez rząd po wyborach, czyli najwcześniej w 2011 roku.

Moody’s twierdzi, że Polska ma szansę poprawić swój rating, jeśli zdecyduje się na przeprowadzenie reform budżetowych. Jest to o tyle ważne, że formułowane przez agencję oceny są dla inwestorów wyznacznikiem stabilności państwa. Im gorsze tym więcej chcą za pożyczone pieniądze.

Według Moody’s, jeśli Polska w ciągu dwóch, trzech najbliższych lat nie przeprowadzi reform, szybko wzrośnie zadłużenie. Może to doprowadzić do obniżeniem ratingu.

Agencja podkreśla, że nasz dług może w najbliższych latach zbliżyć się do 60 proc. PKB. To wymagałoby od Polski wprowadzenia ostrego programu oszczędnościowego.

Jednak analitycy Moody’s twierdzą, że jeśli utrzyma się spowolnienie gospodarcze, rząd zdecyduje się na złagodzenie zasad dotyczących progów ostrożnościowych.

Jest to prawdopodobne, bo Moody’s prognozuje, że w tym roku Polska nadal będzie zbierała się po kryzysie. Wzrost gospodarczy będzie tylko 0,1 pkt proc. wyższy niż w chudym 2009 roku. Główna przyczyna takiego stanu rzeczy to słabość gospodarek państw Europy Zachodniej. Przemysł, który jest nastawiony na eksport, nadal jest dotknięty słabym popytem w strefie euro – twierdzi agencja.

Moody’s jest kolejną zagraniczną instytucją, która wzywa nasz kraj do szybkiego uporania się z rosnącym zadłużeniem. Identyczne zalecenia sformowali w swoim marcowym raporcie analitycy Fitch. Wezwali oni polski rząd do zaciskania pasa i ustabilizowania długu. Według nich, polska gospodarka wzrośnie w tym roku o 2,3 proc., czyli mocniej, niż twierdzi Moody’s.