Premier Donald Tusk powiedział, że nie spodziewa się rozbieżności między rządem, prezesem NBP i Radą Polityki Pieniężnej w sprawie przyjęcia w Polsce wspólnej waluty.
Publikacja: 8 stycznia 2010, 16:36 Aktualizacja: 8 stycznia 2010, 16:43
"Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że mamy w tej kwestii bardzo podobne poglądy" - powiedział Tusk dziś podczas konferencji prasowej.
Przyznał, że zarówno Rada Polityki Pieniężnej, jak prezes NBP bardzo go wspierali w planie wejścia do strefy euro i liczy, że tak będzie nadal. Zaznaczył, że przyjęcie wspólnej waluty nie będzie jednak zależało od tego, czy te instytucje się porozumieją, tylko od tego, czy Polska spełni kryteria wejścia do strefy euro.
Zgodnie z tzw. kryteriami z Maastricht (konwergencji) inflacja nie może przekraczać w ciągu jednego roku o więcej niż 1,5 pkt proc. średniego wskaźnika inflacji z trzech krajów UE o najbardziej stabilnych cenach. Ponadto poziom deficytu sektora finansów publicznych nie może na trwałe przekroczyć 3 proc. PKB, a dług publiczny - 60 proc. PKB.
"Chciałbym, żeby Rada Polityki Pieniężnej była ciałem partnerskim"
Szef rządu odniósł się także do wybrania dziś przez Sejm Elżbiety Chojny-Duch i Andrzeja Bratkowskiego na członków Rady Polityki Pieniężnej. Jego znaniem, Rada Polityki Pieniężnej powinna od momentu wyboru "być ciałem odpornym na polityczne oczekiwania czy naciski".
"Chciałbym, żeby Rada Polityki Pieniężnej była ciałem partnerskim, nie tylko z mojego punktu widzenia, ale także wobec prezesa Narodowego Banku Polskiego. Liczę także na to, że argumenty, jakie będzie formułował minister finansów czy ja w sprawach dotyczących kompetencji Rady Polityki Pieniężnej, będą wysłuchiwane; nie mówię, że akceptowane, ale wysłuchane" - powiedział premier. Dodał, że ma bardzo dobre doświadczenia ze współpracy z ustępującymi członkami Rady.
Premier dodał, że nie spodziewa się "żadnych rewolucji" i oczekuje, że Rada będzie nadal stała na straży polskiego pieniądza. Zaznaczył, że liczy na tak wyważone decyzje Rady jak do tej pory.
W piątek Sejm wybrał Elżbietę Chojnę-Duch i Andrzeja Bratkowskiego na nowych członków Rady Polityki Pieniężnej. Ich kandydatury zgłosili posłowie PO i PSL. Zastąpią oni Jana Czekaja i Mirosława Pietrewicza, których kadencja upływa 9 stycznia 2010 r. Kadencja trzeciego "sejmowego" członka kończy się 7 lutego 2010 r. Z kolei kadencja członków Rady powoływanych przez Senat upłynie 23 stycznia 2010 r., a sześcioletnia kadencja członków RPP powoływanych przez prezydenta upłynie w drugiej połowie lutego 2010 r.
1: n z IP: 213.25.175.* (2010-01-08 16:52)
no i dobra strategia
2: Roben z IP: 81.190.7.* (2010-01-08 17:43)
Oj nieprędko - w tym roku wybory,w przyszłym równiesz - a reform w finansach publicznych,w KRUS i mundurówkach nie będzie - a dziura budżetowa i dług publiczny będzie rósł.
Same odsetki długu publicznego powodują jego wzrost rocznie o 35 miliardy zł.
Droga do EURO jest niebotycznie daleka.
Obiecywać zawsze można,z tego znany jest nasz premier.
3: Klemens z IP: 193.19.165.* (2010-01-09 12:31)
Wprowadzenie EURO powinno nastąpić w jak najbliższym i technicznie możliwym czasie.Słowacy ten zabieg już mają za sobą a gospodarki nasza i ich są porównywalne.Zdecydowana większość Słowaków popiera wymianę pieniądza.
W Polsce wprowadzenie unijnej waluty znacznie ograniczy nieudacznym politykom kombinowanie w finansach publicznych i przekupywanie wyborców "prezentami" z budżetu.Ułatwi także zycie zwykłemu człowiekowi.
4: emeryt z IP: 87.105.8.* (2010-01-09 22:44)
A jak ułatwi życie zwykłemu emerytowi (915 netto) ?
Chyba tym, że szybciej umrze ze zgryzoty i z głodu jak podwyższą ceny na jedzenie !
5: Klemens z IP: 193.19.165.* (2010-01-10 13:41)
Emeryci są w każdym kraju,który wprowadził euro i jakoś nie słychać by z tego powodu masowo umierali.Straszysz siebie i innych zupełnie niepotrzebnie.
6: filologini z IP: 83.11.188.* (2010-01-10 13:57)
A zdanie społeczeństwa tu się nie liczy? Tusk, władca absolutny. Chce decydować o tym kto ma żyć, a kto ma umierać. Coś się chyba panu premierowi POmyliło.

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu







