Dla branży szkoleniowej był to najsłabszy rok od momentu wejścia Polski do UE. Przedsiębiorcy, starając się zminimalizować skutki światowego kryzysu gospodarczego, cięli wszystkie mniej potrzebne wydatki, w tym te na szkolenia. Według Centrum Szkoleniowego Struktura robi to aż ponad 70 proc. firm.

Na efekty nie trzeba było długo czekać – zaczęła się dramatyczna walka firm szkoleniowych o przetrwanie.

– To dla nas ciężki rok. Obroty firm szkoleniowych spadły średnio o 30 proc. w porównaniu z 2008 rokiem. W niektórych firmach spadek sięgnął 60 proc. – ocenia Bożena Ziemniewicz, wiceprezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Kryzys bije w małych

Z szacunków PIFS wynika, że w Polsce istnieje około 2,5 tys. firm szkoleniowych. Wartość rynku szkoleniowego w 2007 roku czy w czasie hossy sięgnęła 2,5 mld zł (nowszych danych jeszcze nie ma).

Ogromny popyt na szkolenia wywołał wzrost gospodarczy oraz dostępne od 2004 roku fundusze unijne na ten cel.

Kiedy nadszedł kryzys, rozdrobnienie rynku okazało się jego największą słabością. Małe firmy specjalizują się w standardowych szkoleniach otwartych (adresowanych do każdego, kto chce wziąć w nich udział). Z tych szkoleń polscy przedsiębiorcy zrezygnowali w pierwszej kolejności.

Według Aleksandra Drzewieckiego, prezesa House of Skills, spadek dochodów zależał od sektora, który obsługiwały firmy szkoleniowe. Najbardziej ucierpiały podmioty oferujące swoje usługi małym i średnim przedsiębiorstwom. To one najmocniej cięły wydatki na szkolenia. Nie lepiej było w firmach, które adresują swoje usługi do biznesu: sektor finansowy, teleinformatyka, leasing. Natomiast mniejszy spadek sprzedaży szkoleń zanotowano tam, gdzie firmy sprzedają produkty lub usługi konsumentom (np. branża spożywcza, farmacja, handel).