Przewoźnicy przyjmują głodowe zlecenia, licząc na to, że dotrwają do lepszych czasów. Jednak w najbliższych miesiącach nie ma co liczyć na to, że rynek transportowy odbije się od dna.
Prognozy na kolejne miesiące niestety nie napawają optymizmem.
– W listopadzie wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w sekcji transport i gospodarka magazynowa kształtuje się na poziomie negatywnym, niższym od notowanego w październiku – podał w notatce GUS.
Zgodnie z informacjami pozyskanymi przez tę instytucję przedsiębiorcy przewidują większy spadek popytu i sprzedaży, niż prognozowano przed miesiącem, oraz pogorszenie sytuacji finansowej. Prawdopodobne są też kolejne zwolnienia oraz bankructwa.
Zdaniem analityków Euler Hermes tylko w I półroczu w Polsce zanotowano 290 upadłości – o 49 proc. więcej niż rok temu. Z tego grona 33 firmy rekrutują się właśnie z grona firm transportu drogowego.
Jak zauważa Adrian Furgalski z TOR, wojna cenowa uderza przede wszystkim w małe firmy.
– To sprzyja konsolidacji silnie rozdrobnionego rynku – mówi Adrian Furgalski.
ZMPD szacuje, że obecnie w naszym kraju zarejestrowane jest 12 tys. firm, które mają licencje na międzynarodowe przewozy ładunków i osób. Ich flota to około 127 tys. pojazdów.
Ile jest firm, które posiadają licencje tylko na przewozy krajowe, trudno oceniać.
Skala upadłości raportowana np. przez Euler Hermes nie jest więc aż tak straszna. Jednak, jak podkreśla Tomasz Starus, główny analityk i dyrektor oddziału, oceny ryzyka w Euler Hermes, najbardziej spektakularny jest już sam fakt pojawienia się w zestawieniu bankrutów właśnie firm transportowych.
Wbrew ogólnej opinii na rynku analitycy Euler Hermes wskazują ponadto, że problemy w widoczny sposób dotykają już nie tylko małych graczy, ale też firm transportowych zatrudniających od kilkudziesięciu nawet do ponad 500 osób.
1: robertx z IP: 77.114.179.* (2009-11-27 09:39)
Kłania się brak zrozumienia dla regulcji rynkowej, zarówno wśród transportowców, jak i władz państwowych.

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu






