Wciąż wzrasta zainteresowanie programem Rodzina na Swoim, ale co w przypadku gdy chcemy zakupić mieszkanie z dopłatami rządowymi nie mając żony, męża ani dziecka?
Publikacja: 18 listopada 2009, 11:37 Aktualizacja: 18 listopada 2009, 12:49
Wśród osób młodych można wydzielić dwie podgrupy – małżeństwa i osoby samotne lub żyjące w niesformalizowanych związkach. Każda z tych grup będzie poszukiwała innych rozwiązań mieszkaniowych i kredytowych.
Programy rządowe nastawione na współfinansowanie odsetek wiążą się z możliwościami finansowymi Polaków
Nieruchomości zazwyczaj są nabywane właśnie dzięki kredytom, które niejednokrotnie bywają przyznawane według bardzo restrykcyjnych zasad.
"Osoba starająca się samodzielnie o kredyt w walucie obcej, często nie może go otrzymać z powodu ostrzejszych kryteriów oceny zdolności kredytowej niż w przypadku kredytu w PLN. Taka sytuacja ma miejsce, mimo że w kredycie walutowym raty są najczęściej dużo niższe. Natomiast jeśli taka osoba posiada zdolność kredytową w walucie polskiej, to z kolei wysokość raty nierzadko skutecznie ją odstrasza. Ponieważ kredyty mieszkaniowe objęte programem dopłat rządowych są udzielane tylko w walucie rodzimej, istnieje większa szansa na jego zaciągnięcie, a obniżoną ratę kredytu dzięki dopłacie, klient - singiel byłby bardziej skłonny zaakceptować" – mówi Konrad Płutniak.
Ministerstwo Infrastruktury wychodząc z założenia, że potrzeby mieszkaniowe singli są inne niż rodzin proponuje, by w przypadku tej grupy norma wynosiła 50 mkw, ale dopłata obejmowałaby maksymalnie 30 mkw. Takie założenia spowodowałyby kolejne zmiany w budownictwie. Teraz najbardziej brakuje mieszkań rodzinnych - dwu i trzypokojowych, a w momencie wejścia w życie dopłat dla osób niezamężnych deweloperzy będą musieli postawić również na niewielkie mieszkania jednopokojowe. Dopiero ostateczne wprowadzenie zmian w zasadach zaciągania kredytów preferencyjnych pokaże jakim zainteresowaniem naprawdę będą się one cieszyły wśród singli oraz jak będzie kształtował i rozwijał się rynek nieruchomości.
Magdalena Wymazała
Times Square Public Relations
1: gsr z IP: 89.230.193.* (2009-11-18 12:14)
Kurcze, po to chyba dopłacamy duże pieniądze żeby małżeństwa miały się gdzie rozmnażać, a nie "bo wszyscy płacimy podatki to wszystkim dopłaty". W takim wypadku nikomu nie dawać, precz z socjalizmem!.
2: wreszcie! z IP: 80.50.233.* (2009-11-18 20:22)
Wreszcie konstytucyjne i racjonalne rozwiązania!
3: Larry z IP: 77.114.42.* (2009-11-24 22:29)
Jakie dopłaty ??? KOMUNA - jestem singlem i co ?? Nie mam prawa zeby sobie kupic mieszkanie z dopłatą ??? To gdzie sie mam ROZMNAŻAĆ ??? W parku ???
4: erni z IP: 91.94.73.* (2009-11-25 20:29)
a co z rodzinami żyjącymi w nieformalnych związkach??...bo tu cały czas mowa o singlach..a dodam ,że coraz więcej młodych ludzi nie bierze ślubu mimo ,że żyją razem i mają dzieci...np. ja:))...a nie będę brał ślubu tylko po to by wziąć kredyt..
5: ~~ruda~~ z IP: 89.78.181.* (2010-05-13 20:22)
REWELACJA!!! Nie dość, że nikogo nie mam, to jeszcze pomijają mnie w dofinansowaniach. Czy dwie osoby pracujące nie mają przypadkiem (czysto teoretycznie) więcej kasy na ratę aniżeli jedna??? Chyba, że mój umysł aż tak konkretnie się cofnął w rozwoju, że źle kalkuluje.
6: Barti z IP: 83.8.95.* (2010-12-21 08:36)
A w Holandii państwo dopłaca nawet do połowy wartości nieruchomości. I dopłaca wszystkim. No ale cóż, "grabii, które grabią od siebie to ja w Polsce jeszcze nie widziałem..."
7: Zeratul z IP: 83.5.172.* (2011-02-26 15:54)
Tak chyba się Ci ~~ruda~~ umysł cofnął, że źle kalkulujesz. Gdybyś ty odpowiadała za gospodarkę kraju i przydzielałą dotacje oraz oczywiście nie miała tyle kasy, żeby dać wszystkim to komu byś dała? Singlom, którzy gospodarce są do niczego nie potrzebni, czy rodzinom, które budują przyszłe społeczeństwo? Zastanów się co wypisujesz. Dotacje nie są po to, żeby komuś pomóc, kto ma ciężko (od tego jest pomoc społeczna), tylko, żeby stymulować pewne zachowania społeczeństwa i rozwój w konkretnym kierunku. Dopuki w Polsce nie skończy się to durne roszczeniowe podejście do życia ("bo mi się należy") to nie ruszymy ani o krok do przodu. Zrozumcie, komuna się skończyła i nikomu się nic nie należy, albo sobie na coś zapracujesz albo nie i tyle.
8: piolin z IP: 95.40.134.* (2011-02-28 23:47)
nie podoba mi sie wypowiedź Zeratul. rożnie w życiu bywa i rożne los potrafi płatac figle... nie osądzaj, aż tak ostro singli, bo nie wiesz dlaczego są samotni... a pomoc sie należy każdemu! myślisz, że to jakiś problem znaleźć męża i narobić dzieci? żaden! lepiej pomyśleć... np. myślę znaleźć lokum i dopiero myślęć o założeniu rodziny. Logika! zrobić i wymagac to żałosne. a podatki płacą wszyscy bez wyjątków, więc i wszyscy na to zasługują.
9: Zeratul z IP: 83.0.153.* (2011-03-05 18:58)
Widzę, że się nie rozumiemy. Ja nie mam nic przeciwko singlom. Pomaganie to zaszczytny cel i obowiązek, niestety historia pokazuje, że im większej ilości się pomaga tym skala potrzeb rośnie. Mechanizm jest prosty, powiedzmy na przykładzie mieszkań: ułatwienie zakupu mieszkania znaczącej grupie obywateli powoduje wzrost popytu (więcej ludzi na nie stać, gdyż są dla nich tańsze), a co za tym idzie wzrost cen mieszkań dla wszystkich. Wzrost cen mieszkań powoduje znów, że osoby, które do tej pory było stać na zakup mieszkania już nie stać i wymagają pomocy, pomoc im powoduje kolejny wzrost cen i wyłonienie się kolejnej grupy wymagającej pomocy. Więc im więcej środków na pomoc przeznaczamy, tym więcej jest ich potrzebnych. Niestety takie są prawa rynku. Dlatego pomoc powinna być kierowana tylko tam gdzie jest niezbędna i gdzie przynosi najwieksze korzyści dla gospodarki (o ile wogóle powinna być stosowana, gdyż po prostu cała reszta na niej traci). Mechanizm ten niestety jest uniwersalny i działa zarówno dla mieszkań, jak i dla rynku pracy, ubezpieczeń społecznych itd... Problemy z zakupem mieszkań można oczywiście rozwiązać inaczej, tylko jest to trudniejsze, a laury zbiorą dopiero następni rządzący. Wystarczy spowodować wzrost po stronie podaży, wtedy cena mieszkań spadnie i osoby, które muszą teraz skorzystać z programu "rodzina na swoim", będa mogły je nabyć bez tego programu. To rozwiązanie choć moim zdaniem lepsze i mniej kosztowne dla budżetu niestety nie jest już tak fajne marketingowo, poza tym uderza w silne lobby developerów i dlatego pewnie politycy się na nie nie decydują mimo, że takie programy jak "rodzina na swoim" powodują więcej strat niż korzyści. Niestety zazwyczaj jest tak, ze działania, które przynoszą korzyści w krótkim okresie, powodują poważne problemy dla społeczeństwa i gospodarki w długim okresie, ale to już jest problem przyszłego rządu, a teraz trzeba zbierać punkty. Takim mottem się rządy kierują i po prostu daleko tak nie zajedziemy.

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu





