Rząd twierdzi, że przyniesie to nawet 20-procentowe oszczędności, bo część usług, które świadczą, zostanie zakupiona na wolnym rynku. Ale eksperci przestrzegają: nie ma żadnej gwarancji, że prywatna firma poprowadzi taniej np. ministerialną stołówkę.

Czym zajmują się gospodarstwa pomocnicze? Prowadzą np. bufety i stołówki w urzędach. Są odpowiedzialne m.in. za funkcjonowanie piekarni, pralni, zakładów szkoleniowych, wydawniczych, remontowo-budowlanych, sprzątanie, a nawet naprawę samochodów.

Budżet nic z tego nie ma

To był pomysł premier Gilowskiej, by pozbyć się gospodarstw pomocniczych. Nie ma potrzeby, by jednostka administracji publicznej prowadziła działalność gospodarczą. Gospodarstwa pomocnicze mają osobne budżety, zyski wykorzystują na własne cele, a budżet państwa nic z tego nie ma – przyznaje Mariusz Błaszczak, szef kancelarii premiera za rządów Jarosława Kaczyńskiego.

Ministerstwo Finansów w uzasadnieniu do projektu ustawy o finansach publicznych podało, że zamawianie usług na zewnątrz i likwidacja gospodarstw mają przynieść oszczędności rzędu 10 – 20 proc. Jak mówi prof. Wiesława Miemiec z Katedry Prawa Finansowego Uniwersytetu Wrocławskiego, nadzieje Ministerstwa Finansów wynikają z wyeliminowania ważnej pozycji w kosztach: wynagrodzeń pracowników. – W przypadku zakupu usług na rynku koszty związane z obsługą osobową jednostki poniosą firmy, które wygrają przetarg lub będą realizowały zamówienie na podstawie zleceń – mówi prof. Miemiec.