Po przebiciu wsparcia na poziomie 2400 punktów WIG20 będzie w perspektywie miesiąca dążył do 2000-2100 punktów. Po drodze możliwe są wzrosty, ale będą to tylko ruchy korekcyjne - mówi Przemysław Smoliński z DM PKO BP.

Po upadku banku Lehman Brothers i informacjach o kłopotach ubezpieczyciela AIG w USA pojawia się coraz więcej pytań o dalszy rozwój wydarzeń na światowych giełdach, które wyznaczają kierunek notowań na GPW. Poza groźbą bankructw kolejnych banków konsekwencje może mieć jeszcze upadłość Lehman Brothers, który nie będzie w stanie spłacać zobowiązań, np. przez wykup obligacji. To oznacza straty instytucji, które w nie zainwestowały.

- Nie osiągnęliśmy jeszcze dna bessy, a droga do dalszych spadków jest otwarta - mówi Mirosław Saj z BM DnB Nord.

- Może się okazać, że przypadek Lehman Brothers był kropką nad i, lub zapoczątkuje falę upadłości. Ale jest za wcześnie, aby stwierdzić, która wersja się spełni - dodaje Tomasz Korab, wiceprezes Opera TFI.

Według analityka BM DnB Nord w ciągu najbliższego roku nie należy liczyć na odwrócenie trendu i trwałą poprawę na giełdzie. Większym optymistą jest szef Opera TFI. Poza rozwiązaniem kryzysu w sektorze finansowym poprawie będzie sprzyjał spadek cen surowców i w konsekwencji presji inflacyjnej.

- W miarę jak będzie rosło przekonanie, że są szanse na uporządkowanie sytuacji w sektorze finansowym, nastrój na rynkach będzie się poprawiał. Jest spora szansa, że nie będziemy musieli czekać tak długo. Poprawa w sferze makro to oczywiście kwestia dłuższa niż do połowy roku, ale giełdy reagują z wyprzedzeniem - dodaje Tomasz Korab.

Fala niepewności na giełdach sprawia, że analitycy zalecają ostrożne podejście do akcji. Choć od miesięcy pojawiają się głosy, że papiery są tanie, chętnych do zakupów jest coraz mniej. W lipcu akcje sprzedawały fundusze inwestycyjne i emerytalne, przy czym druga grupa sprzedawała papiery po raz pierwszy od lipca 2007 r.

- Akcje są tanie, dopiero kiedy ktoś chce je kupować. To zdecydowanie nie jest dobry okres na zakupy. W takim momencie lepiej mieć w portfelu gotówkę, a kupować nawet drożej, ale w czasie kiedy dojdzie do trwałej zmiany trendu - mówi Mirosław Saj.

- Jeśli ktoś kupuje teraz akcje, bardzo ryzykuje, choć jest szansa, że dużo zarobi - dodaje wiceprezes Opera TFI.

KRYZYS UDERZA TEŻ W CENY ROPY NAFTOWEJ

Przed skutkami kryzysu na amerykańskim rynku finansowym nie uchronił się rynek surowców. Wczoraj przed południem cena baryłki ropy naftowej spadała nawet poniżej 92 dol. z powodu obaw, że upadłości i kłopoty instytucji finansowych w USA mogą osłabić światową gospodarkę i zmniejszyć zapotrzebowanie na ropę. Od początku lipca, kiedy cena tego surowca na światowych rynkach osiągnęła rekordowy poziom ponad 147 dol. za baryłkę, cena ropy spadła o ponad 30 proc.

OPINIA

SEBASTIAN BUCZEK

prezes Quercus TFI

Ostatnie wydarzenia to objaw zaawansowania kryzysu w USA, który trwa od połowy zeszłego roku. Również od tego momentu na rynkach akcji panuje bessa. Zakładam, że powinna się skończyć w pierwszej połowie przyszłego roku. Są ku temu określone przesłanki fundamentalne. Wymieniłbym trzy. To spadek cen surowców, spadek rynkowych stóp procentowych i spadek zaangażowania otwartych funduszy emerytalnych w akcje, co oznacza, że w przyszłości OFE będą stały po stronie popytowej. Inwestorzy o mocnych nerwach takie momenty jak te, które właśnie obserwujemy, mogą wykorzystywać do dobierania akcji do portfela, ale powoli, bo moim zdaniem na tym historia spadków jeszcze się nie kończy. Trudno wyrokować, jakie poziomy możemy jeszcze zobaczyć na giełdzie, ale dołka bessy spodziewamy się również w pierwszej połowie przyszłego roku.