Związki zawodowe zgodziły się już co prawda podpisać z zarządem spółki wstępne porozumienie w sprawie grupowego zwolnienia około 440 osób. Z nieoficjalnych informacji wynika, że miałyby one ruszyć jeszcze w tym miesiącu i zakończyć się w maju 2010 r.

Jednak zarząd firmy, kierowany przez Sebastiana Mikosza, chce kolejnych ustępstw. Chodzi m.in. o dodatkowe porozumienie otwierające możliwość zmian wysokości wynagrodzeń dla pozostałych pracowników z załogi liczącej 3,5 tys. osób.

Z drugiej strony związki też stawiają dodatkowe warunki. Chcą zawarcia nowego lub przywrócenia wypowiedzianego w czerwcu przez zarząd zakładowego układu zbiorowego pracy. Zarząd LOT nie komentuje na razie całej sprawy.

– Proces uzgodnień ze związkami zawodowymi jest w toku i wciąż nie ma finalnego dokumentu w tej sprawie – mówi Andrzej Kozłowski z biura prasowego PLL LOT.

Sprawę komentują za to związkowcy.

– Nie widzimy szans na porozumienie z zarządem – mówi anonimowo jeden z liderów związkowych.

Liczy na skuteczną interwencję ze strony Ministerstwa Skarbu Państwa, które wraz z TF Silesia kontroluje ponad 93 proc. akcji firmy.

– Mam nadzieję, że ministrowi uda się przekonać związkowców do tego, że w obecnej sytuacji jedynym rozsądnym dla spółki rozwiązaniem jest porozumienie z zarządem – mówi Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.

Według niego w obecnej sytuacji rynkowej cięcia kosztów „to jedyna szansa na utrzymanie się LOT na powierzchni”. LOT musi bowiem szukać oszczędności.

– Najprostszą formą oszczędności są redukcje zatrudnienia i wprowadzenie racjonalnego systemu wynagrodzeń powiązanego ściśle z wynikami firmy – uważa Elżbieta Marciszewska ze Szkoły Głównej Handlowej.