– Najbardziej spadły ceny lokali o wyższym standardzie, które były kupowane z myślą o odsprzedaży. Rynek jednak uległ załamaniu i te mieszkania trafiły pod najem. W porównaniu z ubiegłym rokiem takie mieszkania są tańsze nawet o 30 proc. – mówi Marcin Drogomirecki z portali oferty.net.

Te drogie lokale wynajmują jednak tylko najbogatsi studenci, których nie ma zbyt wielu. Spadki cen w przypadku lokali najtańszych, których studenci szukają najczęściej, są dużo mniejsze.

– Czynsze najmu najbardziej popularnych lokali spadły maksymalnie o 10 proc. Żeby wynająć w stolicy jednopokojowe mieszkanie, trzeba mieć ok. 1300–1700 zł – mówi Tomasz Labiedź, pośrednik w obrocie nieruchomościami.

Podobne szacunki przedstawiają inni pośrednicy.

– Ceny najmu mieszkań w stolicy wahają się od 38 do 42 zł za mkw. Oznacza to w ciągu roku spadek cen najmu o 5–10 proc. – potwierdza Jerzy Sobański z agencji Akces.

Im mieszkanie tańsze, tym przecena jest niższa. Są nawet takie lokale, których właściciele wcale nie obniżyli czynszu w ostatnim roku. Jeśli jednak ktoś chce szybko wynająć lokal, może być do obniżki zmuszony.

– Podaż na rynku jest w tej chwili bardzo duża. Obecnie jest 2–3 razy więcej lokali do wynajęcia niż przed rokiem – mówi Marcin Drogomirecki.

Ta większa podaż jest skutkiem sytuacji na całym rynku nieruchomości. Wiele osób zainwestowało w mieszkania i teraz z powodu kryzysu nie może ich sprzedać (tymczasem musi np. płacić ratę kredytu). W tej sytuacji najem jest najlepszym rozwiązaniem. To powoduje bardzo dużą podaż nowych lokali na rynku najmu i zwiększenie tzw. marginesu negocjacyjnego. Pośrednicy przyznają, że podczas bezpośrednich rozmów bardzo często udaje się obniżyć cenę o 100–200 zł miesięcznie.

Jednak różnice cen najmu pomiędzy poszczególnymi miastami potrafią być bardzo duże.