LOT w ubiegłym tygodniu zdecydował o wyborze banku na swojego doradcę prywatyzacyjnego. "To początek zapowiadanego procesu podwyższenia kapitału LOT-u w celu przeprowadzenia przez resort skarbu prywatyzacji spółki. LOT będzie szukał inwestora, który objąłby nową emisję akcji, za zgodą właściciela" - poinformował PAP prezes PLL LOT Sebastian Mikosz.

Skala podwyższenia będzie zależała m.in. od koncepcji rozwoju spółki przez przyszłego inwestora.

Skarb Państwa wraz z Towarzystwem Finansowym Silesia posiada akcje przewoźnika stanowiące ponad 93 proc. kapitału zakładowego. W pierwszej fazie prywatyzacji planowane jest podwyższenie kapitału zakładowego, tak by po sprzedaży udziałów pakiet SP nie spadł poniżej 51 proc.

"Harmonogram prywatyzacji LOT jest od nas niezależny. Wspólnie z doradcą będziemy prowadzili rozmowy zarówno z firmami branżowymi, jaki i finansowymi, gdyż są to dwa najbardziej naturalne kierunki. Dzisiaj każda opcja jest otwarta i różne scenariusze są możliwe" - powiedział prezes spółki. Jak podkreślił, LOT odpowiada jedynie za proces przygotowania podniesienia kapitału, a ostateczna decyzja o jego podniesieniu będzie należała do MSP.

Pytany o ewentualnego inwestora firmy, Mikosz nie ujawnił kto może nim zostać

"Będę starał się, jak najmniej mówić na ten temat. Czekają nas rozmowy, w których wzajemne poznanie się będzie miało bardzo duże znaczenie. Nie wiem, kiedy może dojść do potencjalnej transakcji. Gdybym to wiedział, znałbym również przyszłego inwestora. A tego nie wiem, ponieważ sam proces jeszcze się nie rozpoczął" - przekazał.

"Wiem, co chcę osiągnąć dla LOT-u i każdy, kto umożliwi rozwój spółki, będzie mile widziany" - zaznaczył.

Polski przewoźnik, chciałby jak najszybciej doprowadzić do realizacji pierwszego etapu prywatyzacji. Jednak jak podkreśla Mikosz, w 90 proc. jest to niezależne od spółki. "Branża lotnicza jest w bardzo trudnej sytuacji. Jeśli komuś będzie odpowiadało przeprowadzenie transakcji w tym roku, to ją sfinalizujemy. Może się również zdarzyć, że pojawi się jakiś fundusz, czy też linia lotnicza, która powie, że będzie na nią gotowa np. dopiero za 2 lata. Decyzja będzie należała do właściciela" - powiedział Mikosz.