Kryzys gospodarczy mocno da się w tym roku we znaki firmom, które specjalizują się w zatrudnianiu pracowników. Jak wynika z rozmów GP z przedstawicielami firm rekrutacyjnych, internetowych serwisów z ogłoszeniami i wydawców prasy, I połowy roku nie można zaliczyć do udanych. Niewiele wskazuje też na to, by sytuacja miała się poprawić w II półroczu. Pracodawcy, główne źródło przychodów firm rekrutacyjnych, tną też budżety na rekrutacje. Wartość rynku tych usług mocno się w tym roku skurczy. Wiele firm może stanąć na krawędzi bankructwa.

– Najlepszy czas w naszej branży przypada na okres, gdy firmy zwiększają zatrudnienie. Teraz niestety jest odwrotnie – przyznaje Karolina Adamiec-Vook, country manager firmy doradztwa personalnego Reed.

Presja na niższe stawki

Nie oznacza to, że firmy w ogóle przestały zatrudniać. Jak wynika z raportu Grupy Pracuj, do której należy m.in. serwis Pracuj.pl i Profeo.pl, w II kwartale pracodawcy opublikowali 38,2 tys. ofert, co w stosunku do I kwartału tego roku oznacza wzrost o 3 proc. Z jednej strony przybyło ofert m.in. z branży prawniczej, a także finansów i bankowości, mniej jest natomiast ogłoszeń w branży edukacyjnej i szkoleniowej – nawet o 25 proc.

– Pierwsza połowa tego roku była słabsza. Firmy wstrzymały decyzje, by sprawdzić, co wydarzy się w gospodarce. Jeśli decydowały się na jakieś ruchy, to najczęściej na zastępowanie gorszej kadry lepszą – podkreśla Piotr Wielgomas, prezes grupy Bigram, zajmującej się rekrutacją pracowników na najwyższe stanowiska menedżerskie.

Zatrzymać klienta

Wszyscy pracodawcy szukają oszczędności, a więc chcą też taniej zatrudniać. Doradcy z firm rekrutacyjnych przyznają, że na porządku dziennym są renegocjacje dotychczasowych umów dotyczące obniżenia stawek. Są też sytuacje, w których pracodawcy chcą rozłożenia płatności na raty, a nawet – odroczenia ich terminu. W większości przypadków specjaliści od rekrutacji się na to zgadzają, bo rynek jest trudny i za wszelką cenę chcą utrzymać klientów.

– W ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z rynkiem pracownika. W tym widoczna jest większa harmonia pomiędzy żądaniami kandydatów a możliwościami pracodawców – przyznaje Karolina Adamiec-Vook.

Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj, jednego z największych graczy na rynku internetowych serwisów rekrutacyjnych, podkreśla, że branża odczuła ograniczenia w zleceniach już pod koniec ubiegłego roku, tuż po wybuchu kryzysu finansowego.

– Firmy nie wiedziały wtedy, co się dzieje, a w takich sytuacjach najczęściej wstrzymują większość decyzji. Oceniam, że dziś liczba ogłoszeń z ofertami pracy jest mniejsza od 30 do nawet 50 proc. niż rok temu. Najbardziej moim zdaniem ucierpiał segment ogłoszeń w prasie, najmniej w internecie – uważa Przemysław Gacek.

Nikt z branży nie oczekuje, że ten rok będzie udany. Większość firm nastawia się na spadek przychodów. W ubiegłym roku, według szacunków branży, cały rynek ogłoszeń rekrutacyjnych w sieci i prasie wzrósł o około 20 proc., osiągając wartość 70–80 mln zł.

– Na koniec roku może to być 70 mln zł, ale równie dobrze 60 mln zł. Trudno dokładnie określić – podkreśla Przemysław Gacek.

Ogłoszenia w sieci oraz w prasie to nie cały rynek rekrutacji. Składają się na niego także usługi poszukiwania pracowników i rozmowy z kandydatami, prowadzone często przez profesjonalne firmy headhunterskie. Cały rynek, jak mówią niektórzy przedstawiciele branży, wart może być rocznie nawet kilkaset milionów złotych.