"Minister finansów mówił, że nie będzie powiększał deficytu, że nie będzie dalej zadłużał państwa, bo grozi nam sytuacja taka, jak na Węgrzech. Dzisiaj minister finansów ze spokojem mówi, że musimy powiększyć deficyt, bo to jest potrzebne" - mówił Napieralski podczas wtorkowej debaty w Sejmie nad projektem nowelizacji tegorocznego budżetu.

Jego zdaniem takie kraje, jak Niemcy, Holandia, Francja i Hiszpania potrafią szybko reagować na kryzys, a polski rząd nie reaguje i "skutki tego będą opłakane". "To wszystko odbije się na nas, na obywatelach, a nie na ministrach. Oni dadzą sobie radę" - powiedział Napieralski.

Podkreślił, że Sojusz Lewicy Demokratycznej domaga się od premiera, aby "powiedział całą prawdę o stanie finansów państwa".

Tadeusz Iwiński (Lewica) powiedział z kolei, że nowelizacja budżetu jest spóźniona i nie wiadomo, czy ostateczna. "Nie znając pełnych stanów finansów państwa trudno oceniać trafność i realność proponowanych zmian. (...) Z punktu widzenia Lewicy cięcia budżetowe nie powinny dotyczyć trzech podstawowych obszarów: służby zdrowia, polityki społecznej oraz nauki. Pytam, czy tak jest? Niestety, nie" - mówił.

We wtorek w Sejmie minister finansów Jacek Rostowski przedstawił projekt nowelizacji ustawy budżetowej na 2009 r. Projekt ten przewiduje wzrost deficytu w 2009 r. z 18,18 mld zł do 27,18 mld zł. Tegoroczne wpływy podatkowe będą mniejsze od zakładanych w obowiązującej ustawie o 46,6 mld. Niedobór ten resort finansów chce zrekompensować pieniędzmi z innych źródeł. W efekcie łączne wpływy do budżetu mają być niższe o 30,1 mld zł i wyniosą 272,9 mld zł, a nie ponad 303 mld zł, jak wcześniej planowano. Nowelizacja ma także usankcjonować zaplanowane przez MF cięcia w wydatkach budżetowych na łączną kwotę ponad 21,13 mld zł.