Magdalena Olborka z biura prasowego PZU podaje, że będzie ich więcej, bo zgłoszenia cały czas napływają, ale zebranie danych dotyczących tego, jak duże straty przyniosły żywioły, zajmie jeszcze kilka dni.

Klienci zgłaszają się z roszczeniami, bo większość pakietów ubezpieczeń rolnych zawiera możliwość ubezpieczenia się na wypadek powodzi i skutków deszczu nawalnego.

– Przy czym warunki obowiązkowego dotowanego ubezpieczenia upraw rolnych zawierają ochronę na wypadek powodzi wynikającej z podniesienia poziomu wód stojących lub płynących, zalania terenów na skutek deszczu nawalnego oraz spływu wód po zboczach i stokach na terenach górskich i podgórskich – mówi Konrad Rojewski.

Jeśli chodzi o ubezpieczenie upraw, umowy ubezpieczenia zarówno dotowane i niedotowane z budżetu państwa, obejmują same skutki działania deszczu nawalnego, definiowanego jako opad o współczynniku wydajności co najmniej 4 (czyli 40 mm na mkw. w ciągu godziny), ustalonym przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej dla danego regionu.

Przy czym, jeśli nie ma możliwości ustalenia tego wskaźnika, bierze się pod uwagę stan faktyczny i rozmiar szkód w miejscu ich powstania i świadczące wyraźnie o działaniu deszczu nawalnego. Zgodnie z warunkami ubezpieczeń chodzi o przypadki, kiedy deszcz nawalny powoduje zniszczenie roślin przez wygnicie, wymycie, silne zamulenie uprawy, pokrycie roślin nalotami mułu i piasku, zniszczenie liści czy złamanie pędów. W zależności od rodzaju uprawy szkodą może być ilość lub jakość uprawy albo obydwa elementy.

– Przy czym chodzi o intensywność, a nie długotrwałość działania deszczu, a to teraz podstawowy problem rolników – mówi Andrzej Janc, dyrektor biura ubezpieczeń rolnych Concordia Polska TUW.

Oznacza to, że jeśli wygnicie np. ziemniaków było efektem tylko tego, że deszcze padały długo, a nie nagły intensywny opad spowodował rozmycie tzw. redlin, to odszkodowania nie będzie. Również plantatorzy truskawek, którym gniją one na polach z braku słońca, nie będą mogli liczyć na odszkodowania. Pieniądze mogą dostać tylko ci, którym np. obfite opady wymyły krzaki z owocami. Ubezpieczyciele argumentują, że przed zalaniem zbiorów na skutek długotrwałych, a nie nawalnych deszczów chronią np. rowy melioracyjne, które powinny być przy polach.

Na odszkodowania mogą liczyć jednak tylko ci, którzy ubezpieczyli się wcześniej.

– Zawarte dziś umowy ubezpieczeń dotowanych dobrowolnych i obowiązkowych obejmujące powódź lub suszę zaczną działać dopiero za 30 dni – przypomina Andrzej Janc.

W przypadku umów dobrowolnych dotowanych obejmujących ryzyko deszczu nawalnego albo nie ma takiego okresu karencji, albo wynosi on 14 dni.