Wpołowie lutego warszawskie indeksy spadły do najniższych poziomów od początku bessy, WIG do okolic 21 000 pkt, a WIG20 1200 pkt. Po głębokich zniżkach najszybciej do zakupów akcji przystąpili inwestorzy indywidualni. Potem na rynek weszły otwarte fundusze emerytalne z miliardami złotych. W rezultacie rozpoczęła się fala wzrostowa, dzięki której od połowy lutego WIG zyskał 40,5 proc., a WIG20 38,4 proc.

– Na minimach notowań dynamicznie wzrosła aktywność inwestorów indywidualnych. Było to widać w lutym i przez cały marzec. To był chyba pierwszy raz w historii polskiej giełdy, kiedy klienci detaliczni zagrali lepiej niż profesjonalni. Zaczęli kupować jako pierwsi. Przeważnie było tak, że najpierw kupowali inwestorzy finansowi, rynek rósł i dopiero na górce zakupy zaczynali drobni gracze – mówi szef departamentu sprzedaży instytucjonalnej w jednym z największych domów maklerskich.

Śladem inwestorów indywidualnych ruszyły otwarte fundusze emerytalne (OFE), które według szacunków właśnie w lutym i marcu wydały na akcje najwięcej od początku roku.

– Fundusze emerytalne w ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku kupiły akcje za mniej więcej 4 mld zł. Kupowały w każdym miesiącu, ale ponad połowę tej kwoty wydały w lutym i marcu – mówi Marek Juraś z DM BZ WBK.

Tomasz Bursa z Ipopema Securities szacuje, że w styczniu tego roku OFE wydały na akcje 132 mln zł, w lutym 1,4 mld zł, w marcu 925 mln zł, w kwietniu jedynie 75 mln zł, a w maju wydatki znowu wzrosły do 900 mln zł. Analityk DM BZ WBK spodziewa się, że w OFE utrzyma się na razie tendencja wykorzystywania do większych zakupów znacznych przecen akcji.

W porównaniu z OFE, które stale są zasilane w gotówkę przez składki emerytalne, mało aktywne na rynku były fundusze inwestycyjne.

– Saldo zakupów i sprzedaży akcji w TFI od stycznia do maja szacujemy na około minus 200 mln zł. Fundusze sprzedawały papiery w styczniu i lutym, od marca są po stronie kupna, ale nie wydają dużo i nie spodziewamy się po nich na razie wielkiej aktywności. Na zakupy będą wydawać niewiele, bo nie mają napływów – mówi analityk DM BZ WBK.

Na GPW najpóźniej wrócili inwestorzy zagraniczni.

– W lutym i marcu cały czas sprzedawali akcje. W kwietniu przyglądali się rynkowi i zaczęli robić zakupy, które trwały w maju, a szczególnie na początku czerwca. Było to widać po ofercie Bogdanki, którą byli bardzo zainteresowani, i gigantycznej nadsubskrypcji przy sprzedaży akcji Pekao, którym dysponował LOT – mówi makler z działu obsługującego instytucje w jednym z domów maklerskich.

Gwałtowne spadki w połowie czerwca to też efekt sprzedaży akcji głównie przez zagranicę, która gra pod korektę na surowcach i pozbywała się m.in. akcji spółek surowcowych.

– Kiedy na innych rynkach pojawią się negatywne sygnały, inwestorzy zagraniczni będą sprzedawać związane z nimi akcje w całym regionie – dodaje.