– Nie jest to ubezpieczenie, od którego zaczynamy współpracę z firmą – mówi Michał Molęda, dyrektor zarządzający w HDI Gerling Polska.

Takie podejście potwierdza sonda przeprowadzona ostatnio przez branżowy Dziennik Ubezpieczeniowy. Większość z ubezpieczycieli, którzy przyznali się do oferowania tego typu polis, zastrzegała, że wystawiają je tylko dla wybranych klientów. Na takie oferty mogą liczyć klienci m.in. AIG, ACE, Allianz, Ergo Hestii, Generali, Gerlinga, Lloyd’s, PZU i Warty.

Potentatem jest ta pierwsza firma. Po pierwsze, dlatego że jest głównym graczem na rynku takich polis na świecie. Po drugie, najchętniej takie polisy kupują spółki z kapitałem amerykańskim.

– Najbardziej zainteresowane są firmy wysyłające swoich pracowników w zagrożone rejony świata lub takie, których pracownicy dużo podróżują, również w inne rejony. Zgłaszają się też zamożne osoby w Polsce – mówi Adam Ilkiewicz z AIG Europe oddział w Polsce.

Ubezpieczyciele sygnalizują, że firmy, które nie wysyłają pracowników za granicę, uważają, że taka polisa nie jest im potrzebna.

– To duży błąd. W Polsce ryzyko jest wprawdzie niższe, ale również istnieje na sporą skalę – mówi Adam Ilkiewicz.

Ceny takich polis zaczynają się od około 8 tys. zł. W AIG minimalna składka za takie ubezpieczenie to 3 tys. zł, ale są też firmy, które wydają na nią i 100 tys. zł, jeśli ma ono mieć szeroki zakres i wysokie sumy ubezpieczenia.

– W zapytaniach klienci wnioskują o polisy z sumami od 1 do 30 mln zł – mówi Adam Ilkiewicz.

Pieniędzy z polisy musi wystarczyć na wynagrodzenie specjalnej firmy, która zajmuje się pomocą w poszukiwaniu porwanego czy negocjacjami z porywaczami (w tym m.in. wynagrodzenia dla informatorów, sprzętu itp.) czy szantażystami grożącymi np. zanieczyszczeniem produktu. Do tego trzeba doliczyć koszty ewentualnego okupu. Przy czym ubezpieczyciele refundują tylko kwotę okupu. Chodzi o uniknięcie ryzyka ewentualnych wyłudzeń przez osoby mające kłopoty finansowe. Elementem polisy może być też szkolenie, jak zmniejszyć ryzyko porwania i jak zachowywać się, gdy już do niego dojdzie. Do tego mogą dochodzić wszelkie koszty związane z pomocą psychologiczną, rehabilitacją po uprowadzeniu, operacją plastyczną, pokrycie uszczerbku na zdrowiu porwanego czy nawet osobiste straty finansowe porwanego.

Ciekawostką jest pojawianie się na naszym rynku ofert obejmujących ryzyko porwania skierowanych do klientów masowych, np. w ramach pakietów turystycznych czy NNW. Takie opcje mają jednak bardzo ograniczony zakres.

– W wypadku zdarzenia objętego ochroną pracownik otrzymuje świadczenie w wysokości 100 euro za każdy dzień przetrzymywania przez porywaczy – Beata Kalitowska, dyrektor Europäische Reiseversicherung w Polsce.

Ze względu na ograniczony zakres składka za taką opcję nie przekracza 5 proc. ceny pakietu ubezpieczenia podróży. Wkrótce opcja ubezpieczenia porwań ma się pojawić w polisach NNW Generali.

– Zmiany wprowadzimy w ciągu kilku najbliższych miesięcy – mówi Anna Materny, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Majątkowych Klientów Indywidualnych w Generali.

 

OPINIA

PAWEŁ BOGUCKI

dyrektor Departamentu Odpowiedzialności Cywilnej w HDI Gerling Polska

Proces zawierania umowy i administrowania ubezpieczeniami skutków porwań i szantażu wymaga dyskrecji i ostrożności od obu stron. Zwykle umową są objęci menedżerowie i pracownicy, którzy są narażeni na ryzyko, np. ze względu na częste podróże, oraz ich osoby bliskie. Jednak informacje o szczegółach umowy mają tylko jedna, dwie osoby w firmie. Tylko one dysponują specjalnym numerem telefonu do firmy, która po porwaniu zajmuje się organizacją uwolnienia ubezpieczonego. W polisie wymienione są nie nazwiska osób, ale przyporządkowane im kody. Lista pozwalająca poznać nazwiska jest odrębnym dokumentem, którego nie można przechowywać łącznie z polisą. Dodatkowo przygotowywana jest specjalna lista ze specyficznymi informacjami o ubezpieczonych, np. zażywanych lekach, znakach szczególnych, które pozwalają potem zweryfikować tożsamość porwanej osoby.