Mieszkania będą jeszcze tanieć. W całym roku realny spadek cen, czyli uwzględniając inflację, wyniesie 15–20 proc. – mówi Jacek Łaszek, szef Zespołu ds. Rynku Nieruchomości w Instytucie Ekonomicznym Narodowego Banku Polskiego.

Większość pośredników nie zgadza się z tą prognozą jest zbyt pesymistyczna.

– Jeśli popatrzymy na ceny ofertowe, to tych spadków nie widać. Właściciele nie są skłonni do obniżek, bo spodziewają się, że obecna sytuacja jest przejściowa i wzrosty cen powrócą – mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

– Średnia cena może spaść, ale tylko dlatego, że będzie teraz budowanych więcej projektów tańszych. Jeśli chodzi o spadek cen porównywalnych projektów, to już go nie będzie – dodaje Robert Chojnacki, prezes redNet Property Group.

Są jednak pośrednicy, którzy spodziewają się, że w ciągu tego roku ceny mieszkań spadną o 20 proc.

– Według mnie już w tej chwili w przypadku wielu nieruchomości ceny obniżyły się o 15 proc. Pierwszy raz od czasu, gdy robię analizy rynku, pojawiły się na Mokotowie mieszkania wybudowane po 2000 roku, których cena spadła poniżej 7 tys. zł – mówi Jerzy Sobański z Agencji Akces.

Duże trudniej sprzedać

Eksperci podkreślają, że szczególnie trudno sprzedać dzisiaj duże lokale.

– Większość mieszkań, które sprzedajemy, nie przekracza ceny 350 tys. zł. Niewiele osób stać na większe lokale. Nie obawiam się natomiast spadku cen mieszkań w nowo oddawanych budynkach, w centrach miast lub dobrze skomunikowanych z tym centrum – uważa Marcin Jańczuk.

Jeśli jednak prognoza ekspertów NBP się sprawdzi, to pod koniec roku w Łodzi, Katowicach i Szczecinie średnie ceny mieszkań mogą spaść do ok. 4,5 tys. zł za metr. W Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku za metr mieszkania będziemy płacić mniej niż 6 tys. zł. Teoretyczne zapotrzebowanie na nowe mieszkania w Polsce nadal jest bardzo duże i sięga, według różnych szacunków, od 1,5 do 1,8 mln mieszkań. Tymczasem w I kwartale tego roku kredyty hipoteczne w bankach otrzymało mniej niż 33 tys. osób. Łączna wartość udzielonych pożyczek to 7,6 mld zł, czyli o 40 proc. mniej niż w 2008 roku.