Jeśli minister infrastruktury nie rozstrzygnie kwestii finansowania i rozpoczęcia robót na dwóch kluczowych odcinkach autostrady A2, będzie musiał pożegnać się ze stanowiskiem – zapowiedział niedawno premier Donald Tusk.

Chodzi o dwa kluczowe odcinki autostrady od granicy z Niemcami do Warszawy. Trasie wciąż brakuje niemal 106-km odcinka z Nowego Tomyśla do Świecka oraz 91-km fragmentu ze Strykowa do Warszawy.

W odpowiedzi minister infrastruktury w poniedziałek w Rzeszowie zarzekał się, że wszystkie zadania, jakie postawił przed nim premier, uda się wykonać.

Czy to nie przechwałki, okaże się w najbliższych tygodniach. Najtrudniejsze w realizacji może okazać się połączenie stolicy z europejską siecią autostrad. Zimą minister infrastruktury unieważnił ciągnący się od ponad trzech lat przetarg. Powód – brak finansowania prywatnych koncesjonariuszy. Mimo tego Cezary Grabarczyk zapewniał, że wybuduje trasę z publicznych pieniędzy jeszcze przed Euro 2012. Wtedy nie wiedział jeszcze, że rząd zabierze mu niemal 10 mld zł budżetowych środków na inwestycje drogowe. Było już jednak za późno i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podzieliła A2 na pięć odcinków i ogłosiła przetarg na ich zaprojektowanie i budowę. Do 30 września chce podpisać umowy z wykonawcami prac. Jak dowiaduje się GP, kończy się ocena kwalifikacji 87 firm budowlanych z całego świata. Jeszcze w tym miesiącu drogowcy zaproszą najlepsze koncerny do składania ofert cenowych na zaprojektowanie i wybudowanie autostrady.

Tadeusz Syryjczyk, były minister transportu w rządzie Jerzego Buzka, największej drogowej porażki Cezarego Grabarczyka upatruje właśnie w unieważnionym przetargu na A2 do Warszawy.

– Tym bardziej że Skarb Państwa brał na siebie ciężar ryzyka związanego z ruchem samochodowym. W identycznie skonstruowanym przetargu na autostradę A1 z Łodzi na Śląsk prywatnym podmiotom udało się dopiąć komercyjne finansowanie – zauważa Tadeusz Syryjczyk.

Trochę łatwiej ma być w przypadku zachodniego fragmentu trasy. Autostrada Wielkopolska, koncesjonariusz odcinka, zamknęła już niemal budżet inwestycji, otrzymując 1,2 mld euro kredytu z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Budowa ma szansę rozpocząć się jeszcze w tym miesiącu.

Janusz Piechociński, wiceszef sejmowej Komisji Infrastruktury, zwraca uwagę, że budowę dróg mocno skomplikowała ubiegłoroczna zmiana prawa środowiskowego. Problemem jest także dziura budżetowa i odebranie drogowcom niemal 10 mld zł.

Nadzieja w funduszu drogowym

Przez kłopoty budżetu Generalna Dyrekcja musi mieć nadzieję na uzyskanie pieniędzy z Krajowego Funduszu Drogowego, w którym w tym roku ma się znaleźć 9,7 mld zł. Jednak te środki mają być dostępne dopiero za kilka tygodni i będą pochodzić z kredytów od międzynarodowych instytucji finansowych i z emisji obligacji.

Według Janusza Piechocińskiego pieniądze z KFD mogą zacząć spływać znacznie później.

– Obawiam się, że na pierwsze transze realnego pieniądza drogowcy mogą liczyć dopiero w ostatnim kwartale tego roku – mówi Janusz Piechociński.

Dodaje też, że możliwe, iż obligacje nie będą cieszyć się takim zainteresowaniem, na jakie liczy resort infrastruktury. Ratunkiem mogą być więc pożyczki z Europejskiego Banku Inwestycyjnego i Banku Światowego.