Firmy działające w specjalnych strefach ekonomicznych radzą sobie z kryzysem znacznie lepiej niż przedsiębiorcy spoza stref - uważa dyrektor w Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Iwona Chojnowska-Haponik.
Publikacja: 30 kwietnia 2009, 13:30 Aktualizacja: 30 kwietnia 2009, 13:37
"Np. zwolnienia pracowników, choć pojawiają w SSE, to są mniejsze niż poza nimi" - podkreśliła.
"Od połowy lat 90. w SSE zainwestowano prawie 57 mld zł, zatrudniono ponad 150 tys. osób" - wskazała. "Jednak w związku z kryzysem w najbliższych miesiącach można spodziewać się pewnego spadku napływu inwestycji do SSE" - dodała.
"Decyzje o inwestycjach w Polsce zapadają w centralach za granicą, a tam nastroje są minorowe" - powiedziała Chojnowska- Haponik. Zwróciła uwagę na zmiany profilu inwestycji w SSE - nie są to już wielkie projekty produkcyjne, lecz mniejsze przedsięwzięcia. Wyraźnie rośnie zainteresowanie tworzeniem centrów usług nowoczesnych, w wypadku których wartość inwestycji jest z natury mniejsza - mówiła.
W takiej sytuacji - zdaniem Chojnowskiej-Haponik - "bardzo ważne jest to, że rząd pracuje nad zmianą przepisów ułatwiających inwestowanie w SSE, wspomagających przetrwanie kryzysu firmom, także tym, które już zainwestowały w strefach".
"Na razie mamy tylko ok. 10 tego typu inwestycji w strefach, ale mamy szansę na pozyskanie wielu nowych"
Przygotowywana nowelizacja ustawy o SSE dopuszcza np. wydanie zezwolenia na inwestycję w strefie również wtedy, gdy nie spowoduje ona wzrostu zatrudnienia. Wystarczy, że pozwala na utrzymanie już istniejących tam miejsc pracy. W niektórych przypadkach nowelizacja umożliwi również obniżenie o połowę poziomu zatrudnienia przez przedsiębiorstwa inwestujące w SSE w stosunku do obecnych regulacji.
"Już ubiegłoroczna nowelizacja ustawy o SSE wprowadziła korzystne dla inwestorów rozwiązania, np. powiększenie dopuszczalnego obszaru SSE do 20 tys. ha oraz wydłużenie ich funkcjonowania do 2020 r." - powiedziała. "Strefą mogą też zostać objęte konkretne budynki, np. biurowiec położony poza obszarem strefy. Tak stało się np. z kompleksem biurowców w Zabierzowie, który został objęty statusem SSE" - powiedziała dyrektor w PAIiIZ.
Według Chojnowskiej-Haponik, "przyszłością SSE są centra usługowe specjalizujące się np. w usługach finansowo-księgowych czy informatycznych świadczonych dla firm z całego świata". "Na razie mamy tylko ok. 10 tego typu inwestycji w strefach, ale mamy szansę na pozyskanie wielu nowych" - powiedziała.
Zgodnie z przepisami, inwestor tworzący w SSE centrum usługowe musi zatrudnić minimum 150 osób, a nakłady mają sięgnąć co najmniej 20 mln zł. W przypadku działalności badawczo-rozwojowej jest to odpowiednio 50 osób i 10 mln zł. Warunki te obniża się o 30 proc. w przypadku realizacji inwestycji w jednym z 5 województw Polski wschodniej (warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie, świętokrzyskie).
Ponad 50 proc. podmiotów inwestujących w SSE to firmy ze 100-proc. polskim kapitałem
W Polsce istnieje 14 stref: warmińsko-mazurska, tarnobrzeska, starachowicka, łódzka, pomorska, krakowska, słupska, kostrzyńsko- słubicka, kamiennogórska, wałbrzyska, legnicka, suwalska, katowicka, mielecka.
Jak poinformowała Chojnowska-Haponik, ponad 50 proc. podmiotów inwestujących w SSE to firmy ze 100-proc. polskim kapitałem. Kolejne miejsca wśród inwestorów zajmują Niemcy i USA.
"Każda ze stref ma swoją specjalizację sektorową i tak np. katowicka ma szczególne sukcesy w pozyskiwaniu przedsiębiorstw motoryzacyjnych (np. Opel, Lear); pomorska specjalizuje się w elektronice i IT (np. Sharp); w łódzkiej zainwestowali przedsiębiorcy z branży AGD (np. Indesit)" - wyjaśniła.
1: keram z IP: 89.77.159.* (2009-05-05 16:18)
co za idiotyczny artykuł, już sam tytuł jest śmieszny. Jak firmy z SSE mają nie radzić sobie lepiej z kryzysem, przecież one dostają pomoc publiczną, płacą mniejsze podatki itd.. a że nie zwalniają ludzi bo nie wszystkie to mogą robić, przecież w umowach zobowiązały się że za te specjalne warunki będą przez okreslony czas zatrudniac, ale jak ten czas minie szybko zwolnią tych ludzi. Naiwnośc dzinnikarzy nie zna granic(;..

Główny ekonomista niemieckiego Deutsche Banku Thomas Mayer ocenił we wtorek w rozmowie z telewizją ARD, że w pogrążonej w kryzysie Grecji pojawi się druga równoległa do euro waluta, którą eksperci banku nazwali "geuro".

Akcje Facebooka tracą na wartości. Drugiego dnia handlu cena spadła poniżej ceny emisyjnej. »




