Dyrektywa gazowa leży w zamrażarce. Buduje się Nord Stream 2, któremu Polska mówi „nie”, a Baltic Pipe, który połączy nas z Norwegią, jeszcze nie. Rząd ogłasza, że uniezależnimy się surowcowo od Rosji, choć import węgla z tego kraju do Polski rośnie w zastraszającym tempie. To jak to jest?

Opieranie się na węglu w kolejnych latach ma sens wtedy, gdy jest on naszej produkcji. Bez tego koszty uprawnień do emisji CO2 czy walki o czyste powietrze, czyli o zdrowie każdego z nas, są trudne do obrony. Podobnie jak samo zwiększanie zależności od rosyjskiego węgla, podczas gdy od lat staramy się zmniejszać zależność od tamtejszego gazu. Inna sprawa, że to uniezależnianie się od gazu z Rosji nie musi oznaczać, że już nigdy i na żadnych warunkach go stamtąd nie kupimy. Ważne, by warunki te wynikały z negocjacji biznesowych, a nie politycznego szantażu monopolisty.

Jak to osiągnąć w praktyce?

Dywersyfikacją dostaw. Nowe rurociągi na granicach z możliwością dostaw gazu w obie strony, wykorzystanie terminalu LNG w Świnoujściu czy Baltic Pipe. Im szybciej i więcej tych opcji będzie, tym silniejsza nasza pozycja negocjacyjna – nie tylko wobec Gazpromu. To powinno pozytywnie wpłynąć na rachunki, jakie płacimy. Kluczowe jest bezwzględne stosowanie unijnych przepisów wobec każdego gazociągu z kraju trzeciego do Europy, zwłaszcza ze Wschodu. Jako sprawozdawca Parlamentu Europejskiego od miesięcy zabiegam o jak najszybszą rewizję dyrektywy gazowej, która to przewiduje. Ale kilka państw blokuje ją w radzie.

Jest ona wymierzona w Rosję?

Takie interpretacje pojawiały się już przy okazji moich prac nad rozporządzeniem o bezpieczeństwie dostaw gazu. Żadne z działań, które podejmujemy w ramach Unii Energetycznej, nie jest wymierzone przeciwko jakiemukolwiek krajowi czy firmie. I mówię to jako osoba, która 10 lat temu wraz z Jacques’em Delorsem rozpoczynała prace nad tą unią pod szyldem Europejskiej Wspólnoty Energetycznej. To tarcza na wszystkie projekty dzielące Europę, zagrażające naszemu bezpieczeństwu, wykorzystujące gaz jako broń polityczną. Jeżeli ktoś ma problem z tą tarczą, to źle świadczy o nim i jego intencjach.

Czy po uruchomieniu NS2 jest szansa na zachowanie tranzytu gazu przez Ukrainę?

Z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego całej UE byłoby najlepiej, gdyby NS2 po prostu nie powstał. Jest on sprzeczny z regułami i wartościami, na jakich opieramy Unię Energetyczną, oraz z duchem solidarności. Jeżeli jednak miałby ruszyć, to – zgodnie z deklaracjami kanclerz Angeli Merkel – dotychczasowa rola Ukrainy w tranzycie gazu musi zostać w pełni utrzymana. To również kwestia naszych zobowiązań wobec tego kraju stowarzyszonego z UE. Będzie nam łatwiej osiągnąć te cele, jeśli wejdzie w życie wspomniana dyrektywa gazowa.

Rynek praw do emisji CO2 szaleje. Ostatnio pękło 25 euro za tonę, teraz są niewielkie spadki, ale prognozy mówią nawet o ponad 30 euro pod koniec roku. Polska energetyka już to odczuwa, ceny prądu rosną. A czeka nas rewizja unijnego systemu handlu emisjami EU ETS, trudne dla nas rozporządzenie o rynku wewnętrznym energii elektrycznej i pakiet zimowy. Co to dla nas oznacza?

Że rząd ma coraz mniej czasu na przygotowanie długoterminowej strategii energetycznej Polski. Od węgla nie da się odejść z dnia na dzień. Warto wiedzieć, co dalej. Ile odnawialnych źródeł i jakich, czy i o ile więcej gazu i skąd, co z elektrownią atomową, na ile może nam pomóc większa efektywność energetyczna czy rozwój energetyki prosumenckiej? Unia daje nam poważne środki na przebudowę energetyki. Staram się też o dodatkowe pieniądze w kolejnym wieloletnim budżecie unijnym, w tym na wsparcie regionów górniczych, jak Śląsk. Jest szansa na kupienie odrobiny czasu w rozporządzeniu o rynku wewnętrznym energii elektrycznej. Ale czas i fundusze trzeba mądrze wykorzystać. Bez strategii będzie trudno.

Powinniśmy się bać kształtu nowego unijnego budżetu?

Powinniśmy być świadomi, że wprowadzane zmiany nie są dla Polski korzystne. Kierunek można było przewidzieć. Mamy w Unii naglące wyzwania – uchodźcy, ogromne bezrobocie młodych, w niektórych krajach sięgające 50 proc. To nie jest tak, że nie mamy ważnych potrzeb i wydatków, ale rząd nie zadbał o hierarchię priorytetów, które by nas zadowalały. Na własne życzenie ma słabą pozycję negocjacyjną.

Donald Tusk wróci do kraju?

To, czy wróci, zależy przede wszystkim od samego Donalda Tuska, proszę go o to zapytać. Pozycja naszego kraju przed eurowyborami jest kłopotliwa. Z jednej strony mamy największe w Europie, 86-proc. poparcie dla obecności w UE. Z drugiej rząd i prezydent, łamiąc konstytucję i rozmontowując trójpodział władzy, obrali kurs antyeuropejski.

Eurosceptycy są silni wszędzie: w Austrii, we Francji, w Holandii, Szwecji.

Ale tylko Polska i Węgry mają rządy nieprzestrzegające wspólnotowych zasad. W innych krajach eurosceptycy nie wygrywają wyborów. Wyjątkiem jest Wielka Brytania, gdzie populistyczna, antyunijna kampania odbija się wszystkim coraz większą czkawką. Odpowiedzialność leży przede wszystkim po stronie polityków. Przy wyborach europejskich potrzebna jest rzetelna kampania o tym, dlaczego te wybory są ważne. Sytuacja Polski jest najbardziej kłopotliwa od 2004 r. Nie zdarzało się wcześniej, żeby polski prezydent na publicznym wiecu mówił, że UE jest „wyimaginowaną wspólnotą, z której nic dla Polski nie wynika”. Andrzej Duda wypowiada takie słowa w chwili, gdy ważą się losy nowego siedmioletniego budżetu UE. To deficyt odpowiedzialności. A przecież opcja rządu i prezydenta trzyma w rękach media publiczne, które powinny wziąć na siebie rolę edukowania.

Jest pan przewodniczącym rady programowej EFNI. Jakie nowe idee towarzyszą nam na ten rok?

Będziemy rozmawiać o deglobalizacji, czyli rozpadzie światowego porządku gospodarczego i politycznego, który budujemy od lat, a także o przyszłości demokracji liberalnej i czy jest jakakolwiek inna, która mogłaby ją skutecznie zastąpić, nie doprowadzając do wojny. Premierzy kilku krajów Europy będą rozmawiali o pomysłach na Europę, jej ideach i przyszłości. W tym kontekście zastanowimy się, jaki wpływ mają te przemiany na Polskę i Polaków i do jakiego stopnia sami chcemy i możemy na te przemiany wpływać.