statystyki

Ursus Bus: Sprzedaż albo partner

autor: Karolina Baca-Pogorzelska20.08.2018, 07:57; Aktualizacja: 20.08.2018, 09:16
Autobus Ursus

Autobus Ursusźródło: Materiały Prasowe

- Staliśmy się łakomym kąskiem z niską wyceną, ale za to z gigantycznymi perspektywami, zamówieniami i gotowym, pełnym programem produkcyjnym - mówi w wywiadzie dla DGP Karol Zarajczyk, prezes Ursusa.

31 sierpnia walne zgromadzenie Ursusa. Na tapecie przede wszystkim podwyższenie kapitału bez prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Czyli?

Karol Zarajczyk: T o pozwala nam ominąć prospekt emisyjny. W naszym wypadku to wyścig z czasem, bo brakuje pieniędzy; możemy to zrobić w dwa miesiące. Chodzi o ok. 15 mln zł. Możemy złożyć ofertę maksymalnie do 149 podmiotów, ale nie będzie ich tyle. Mamy rozeznanie, kto jest tym zainteresowany. Podmioty z grupy też się mogą zgłosić. Chcemy natomiast utrzymać statutową kontrolę w spółce. Z niej nie rezygnujemy.

Wasza sytuacja finansowa jest fatalna. Tonący brzytwy się chwyta?

Karol Zarajczyk: Blisko. Ale ta brzytwa na razie jest tępa. Mamy sytuację, w której rolnicy nie kupują maszyn, bo nie rozdzielono środków krajowych m.in. z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Choć minister rolnictwa obiecał poprawę, efekty są możliwe w przyszłym roku. Na koncie mamy bardzo duże inwestycje w elektromobilność. Przecież autobusy w Ursusie są produkowane bez inwestora, za środki spółki matki. Do tego mamy przyhamowane inwestycje w Afryce, m.in. wciąż nierozstrzygniętą sprawę z kredytem na 100 mln dolarów w Zambii, co spowodowało, że banki zaczęły się bacznie przyglądać naszym sprawozdaniom finansowym i uznały, że nasze przychody nie są zadowalające w porównaniu do akcji kredytowej. Dlatego ostatnie dziewięć miesięcy to spłacanie kredytów, przy czym na krótkoterminowych spłaciliśmy już ok. 30 mln zł ze 120 mln, które mieliśmy do dyspozycji na koniec 2017 r. W naszej ocenie również jeden z banków zaczął wspierać tanie, wrogie przejęcie, dla podmiotu, który ma ochotę wejść na skróty w elektromobilność. Staliśmy się łakomym kąskiem z niską wyceną, ale za to z gigantycznymi perspektywami, zamówieniami i gotowym pełnym programem produkcyjnym. Strategia jest prosta: doprowadzić pośrednio do jak największych problemów i zmusić głównego akcjonariusza do krytycznych decyzji. Dlatego zdecydowaliśmy się zaoferować naszym dostawcom i kooperantom akcje, w ramach naszych zobowiązań, by poprawić płynność.

Niewątpliwie na sytuację spółki wpływ miał duży kredyt przyznany dla Ursus Bus przez BGK, który bardzo nam pomógł w dynamicznym rozwoju części autobusowej. Spółka, która jest tak naprawdę start-upem, dostała 100 mln zł kredytu krótkoterminowego, czyli drugie tyle, co posiadała spółka matka. Dlatego w bankach wszystkie skonsolidowane wskaźniki poszły w dół i alerty zaświeciły się na czerwono.


Pozostało jeszcze 69% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (5)

  • krzysztof(2018-08-20 22:38) Zgłoś naruszenie 40

    Jestem pełen podziwu dla ekipy DGP, że umiała zachować stoicki spokój w sytuacji, gdy udzielający wywiadu jawnie robili sobie z nich kpiny. Najpierw rodzinka ogłosiła objęcie promocyjnych akcji po 2,50 zł gdy cena rynkowa wynosiła powyżej 5 zł. Cena promocyjna była tłumaczona tym, że główny akcjonariusz gwarantuje, że nie będzie tych akcji sprzedawał, więc uchroni spółkę przed wrogim przejęciem. Pomijając fakt, że to interes głównego akcjonariusza, aby sprawować kontrolę, to obietnica nie została dotrzymana, bo po kilku miesiącach główny akcjonariusz sprzedał jeszcze więcej akcji na rynku niż objął w promocyjnej emisji. Swoim zachowaniem spowodował, że inwestorzy stracili zaufanie do spółki, kurs spadł poniżej 2,50 zł, a teraz znowu płacz, że spółka ma niską wycenę i jest łakomym kąskiem. Jak chcieli mieć większą płynność finansową, to trzeba było ogłosić emisję akcji z zachowaniem prawa poboru. Skoro były osoby gotowe kupić akcje na rynku po 5 zł, to zapewne kupiliby je np. w cenie emisyjnej 4 zł. Mieliby sporo czasu, aby przygotować prospekt. Dziś głupie tłumaczenia, że czas nagli, więc trzeba pilnie robić emisję bez PP. Guzik prawda. Po prostu chcą odkupić akcje, które sprzedali po 4,40 zł.

    Odpowiedz
  • maniek(2018-08-21 10:47) Zgłoś naruszenie 31

    no i opieszałość (może celowa) rządu (w sprawie kredytu dla Zambii) sprawi że kolejna w ostatnim czasie spółka (po pesie i solarisie) pójdzie pod młotek....

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • jarek(2018-08-22 14:25) Zgłoś naruszenie 00

    Ten kto zna Spółkę od środka doskonale wie, że wartość jej jest zerowa. Szumne newsy miały tylko i wyłącznie dać zarobić właścicielom. Grupa polityków dodatkowo uwierzyła w te wszystkie projekty i bez większej analizy zaczęła je lobbować i finansować na fali modnego hasła Premiera że "Kapitał tez ma swoją narodowość" Młody Prezes Ursusa potrafił to hasło wykorzystać i nie angażując własnych środków realizować wizjonerskie plany elektromobilności. Jak to się skończy to chyba każdy już wie. Dziwi mnie tylko to, że nowa władza tak mocno wspiera tą Spółkę znając przeszłość głównego właściciela.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane