Jeszcze przed wybuchem fali pożarów składowisk, która zainicjowała procedowane w trybie pilnym zmiany ustawowe (pakiet odpadowy), resort środowiska uruchomił Bazę Danych o Odpadach (BDO). Ma ona być jednym z kluczowych narzędzi w walce z szarą strefą w gospodarce komunalnej. W teorii baza ma pozwolić na monitorowanie tego, kto przewozi śmieci, co z nimi robi i czy przypadkiem nie trafiają one do lasu. W praktyce tak dobrze nie jest.

Mimo że pierwszy moduł BDO, czyli rejestr przedsiębiorców, funkcjonuje od stycznia, a półroczny okres przejściowy na wprowadzenie firmy do systemu informatycznego mija jutro, w BDO znaleźć dziś można dane ok. 41 tys. podmiotów. Takie informacje przekazał DGP resort środowiska. To mniej niż 20 proc. wszystkich przedsiębiorców, którzy składają sprawozdania odpadowe i powinni znaleźć się w bazie.

– Dotychczas marszałkowie województw zarejestrowali ok. 40,9 tys. podmiotów (z czego 12,7 tys. z urzędu), które zobowiązane były do uzyskania takiego wpisu. Dodatkowo 52,8 tys. wniosków zostało wprowadzonych już do systemu w celu ich weryfikacji i ostatecznej akceptacji. Kolejne oczekują jeszcze na wprowadzenie – czytamy w odpowiedzi resortu środowiska na pytania DGP.

Biuro prasowe podkreśla, że liczba ta pewnie ulegnie jeszcze zmianie, bo należy się spodziewać, że wiele podmiotów złoży wniosek tuż przed upływem ustawowego terminu.

Zdaniem ekspertów gołym okiem widać, że większość zobowiązanych nie zdąży tego zrobić. A to oznacza, że zgodnie z przepisami podmioty niezarejestrowane do jutra w BDO nie będą mogły legalnie prowadzić swojej działalności. Grożą im też kary.

Firmy niepoinformowane

Z naszych ustaleń wynika, że na ten mizerny wynik złożyło się kilka czynników. Po pierwsze, zawiodła polityka informacyjna – zarówno na szczeblu rządu, jak i samorządu. Wielu przedsiębiorców zwyczajnie nie wiedziało o nowych obowiązkach. Zwłaszcza że w BDO zarejestrowane powinny być nie tylko duże spółki transportujące odpady, ale i np. prywatne gabinety lekarskie, które mogą produkować odpady medyczne.

– Izba Lekarska informuje i przypomina o nowych obowiązkach. Dzięki temu obserwujemy wzmożone dostarczanie wniosków w ostatnim okresie. Ich liczba wzrasta z każdym dniem – mówi nam Jerzy Raczyński, wicedyrektor departamentu środowiska w UM woj. lubuskiego.

Urzędnicy zwracają też uwagę na organizacyjny chaos związany z tym, że nie wiadomo kto powinien składać wnioski, a kto nie (bo np. zostanie wpisany z urzędu).

Brak odpowiedniej polityki informacyjnej potwierdza też Krzysztof Wiński, menedżer w dziale doradztwa prawnopodatkowego w PwC. – Z naszych kontaktów z podmiotami zobowiązanymi do dokonania wpisu wynika, że część z nich zreflektowała się stosunkowo późno i składa dokumenty na ostatnią chwilę, co z całą pewnością przysporzy dużo pracy urzędnikom także po 24 lipca – mówi ekspert.

Urzędy przytłoczone…

Zdaniem naszych rozmówców niedoinformowanie doprowadziło do nierównomiernego obciążenia pracowników urzędów marszałkowskich, którzy musieli wprowadzić dane do systemu. To oni bowiem bezpośrednio odpowiadają za obsługę rejestru.

Samorządowcy nie kryją, że są zawaleni robotą. – Nasz departament środowiska ma w tej chwili ponad 2300 założonych spraw oraz znaczną liczbę wniosków jeszcze do rozpatrzenia. Codziennie wpływa średnio 60–90 nowych dokumentów – mówi Michał Piotrowski, rzecznik UM woj. pomorskiego.

Urzędnicy obawiają się też, że pracy w nadchodzących dniach będzie jeszcze więcej. – Na razie mamy wpisane do rejestru nieco ponad 1820 podmiotów z siedzibą na terenie naszego województwa. To zaledwie ok. 12 proc. wszystkich, które powinny posiadać wpis – informuje nas Monika Konopka z UM woj. podkarpackiego

…i nieprzygotowane

Natłok pracy to jedno. Samorządowcy podkreślają, że czasochłonnej biurokracji można byłoby uniknąć, gdyby tylko resort środowiska oddał w ich ręce lepiej działające narzędzia informatyczne. A pod tym właśnie względem BDO kuleje – twierdzą. Wiele danych musi być wprowadzanych do systemu ręcznie.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Przykładowo dla firm transportujących odpady należy ręcznie przepisać kilkaset kodów – mówi Marta Milewska, rzeczniczka UM woj. mazowieckiego.

Przypomina też, że przepisy (art. 53 ust. 2 i art. 59 ust. 1 ustawy o odpadach, t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 992 ze zm.) gwarantowały podmiotom składanie wniosków poprzez wypełnienie formularza zamieszczonego na stronie internetowej, jednak dane z tych wniosków urzędnicy muszą ręcznie przepisywać do systemu informatycznego, który nie umożliwia nawet kopiowania czy pobierania danych z podmiotów już w nim figurujących – mówi.

Znaki zapytania

Eksperci obawiają się, że rozwiązania, które miały w założeniu pomóc branży, będą dla niej teraz źródłem problemów.

– Przykładowo niektóre firmy zaczęły prosić swoich dostawców o oświadczenia, że wpisały się do BDO. Zabezpieczają się w ten sposób przed ewentualnym zakazem prowadzenia działalności dla takiej firmy. Wydaje się, że jest to tylko jedno z wielu zjawisk rynkowych, które zafundują nam nowe przepisy – podsumowuje Krzysztof Wiński.

Spytaliśmy resort środowiska, co będzie dalej z firmami, które nie zarejestrowały się w terminie. Aleksander Brzózka, rzecznik prasowy ministerstwa, przekonuje, że zgodnie z przepisami nie będą one mogły legalnie prowadzić działalności do czasu uzyskania wpisu. Zaznacza też, że mimo upływu terminu mogą dalej składać wnioski do urzędów marszałkowskich. Podkreśla również, że o nowych obowiązkach resort informował jeszcze w styczniu, kiedy uruchomiono pierwszy moduł BDO. Przedsiębiorca i samorządowcy mieli więc ponad pół roku na przygotowania – konkluduje rzecznik MŚ.